Szukaj:Słowo(a): fotka z prywatki
Witam, mam do sprzedania radio z nawigacj? firmy Becker, jest to model TRAFIC PRO 4720. Radio to posiada wiele funkcji, których szczerze mówi?c nie chce mi sie opisywa? ale przeczyta? o nich mo?ecie na innych aukcjach allegro. Do radia dodaje p?yte z mapami europy oraz kod zabezpieczaj?cy, radio jest w stanie bdb. Zainteresowanym moge wys?a? fotki na maila, cena jaka mnie interesuje to 400z?. Je?li b?d? ch?tni to prosze pisa? na prywatke.
Madzia no wchodzisz na stronke www.fortosik.pl zakładasz tam sobie konto i przy wklejeniu zdjęć możesz sobie fotki zmniejszać do rozmiaru,który ci odpowiada
Jak nie chcesz zeby ktoś na fotosiku ogladal twoje zdjecia to zrób sobie ta galerię prywatką i nikt nie bedzie ich oglądał
Ja po prostu jak zmniejsze zdjęcie to sobie zapisuje na kompie a z fotosika usuwam i nie mam z tym problemu



Oczywiscie, kazdy moze kopiowac fotki na wlasny uzytek, pokazywac znajomym etc. Czym innym jest jednak tworzenie z nich nowej publicznej galerii. To tak jak z plyta z muzyka, ktora mozna sluchac sobie w domu, puszczac na prywatce, pozyczyc znajomym etc. nie mozna natomiast zaczac jej nadawac w radiu czy tez kopiowac i rozdawac wszystkim.
Milo mi za podziekowania - wlasnie dlatego zawsze namawiam tate zeby na biegach robil zdjecia wszystkim, bo wiem ze jest to milo odnalezc sie potem wsrod publicznych galerii i miec z biegu pamiatke i sam dzieki temu mam zdjecia z wielu biegow.
Elementem takiego podziekowania powinno byc jednak to, ze jesli chce to zdjecie wykorzystac dalej publicznie (a wiec nie tylko, zeby miec u siebie na dysku czy pokazac znajomym, ale publikujac je na stronie, blogu, w innej publicznej galerii), to nalezaloby
- umiescic odnosnik do miejsca z ktorego zdjecie zostalo pozyskane - w Picasie do kazdego zdjecia mozna dodac opis, nie jest problemem zawarcie w tym opisie odpowiedniego linka
- zapytac autora zdjecia o zgodze - czy PW na forum, czy mail... nie widze przeciwwskazan aby takiej zgody nie udzielic, ale zawsze wypada zapytac. Przy okazji mozna dostac np. znalezione zdjecia w wyzszej rozdzielczosci.

Do X PM nie trzeba mnie dodatkowo namawiac, bo bieg bardzo mi sie podobal, zrobilem na nim zyciowke 3:17:29 i jesli tylko los pozwoli zamierzam biec takze za rok.
Pozdrawiam.
Też byłam i też do dziś nie mogę wyjść z amoku.
Stare kolana trzeszczą ( podskoki w butach na obcasie mogą rozwalić kolana), zdjęcie z WW figuruje na honorowym miejscu.
A propos pierwszych koncertów Voo Voo to dla mnie był to I koncert w kamieniołomach w Kazimierzu - plonącymi totemami Jarka Koziary - niesamowite przeżycie pomimo, ze w porze podpalania totemów zasnęłam słodko na kupce gruzu.
I zawsze koncerty Voo Voo kojarzyły mi się z duża przestrzanią, masą ludzi i jakimiś postaćkami na dalekim horyzoncie tonącymi w czerwonych dymach...A tu VV na wyciągnięcie ręki, na metr, na "dzień dobry "
"Fajna prywatka" - rzucił w pewnym momencie Wagiel
Fakt

A fieja z organkami tez sobie przypominam.
Niech wie co mu w co....

I jeszcze zupełnie straciłam poczucie czasu.
Chłopaki z Dyszona mówią , ze zespół młodziezowy grał okolo 3 godzin.
Dla mnie to była chwilka...

Wklejam dwie fotki mocno amatroskie z rzeczonego koncertu.

Dobra pany moja propozycja.......moze by tak dział imprezki,imprza.Jakies fotki z imprez,dyskotek ,prywatek.Ladne panie itp....Co wy na to...Pomysł moim zdaniem zaje...........................No i kiesy wroci dzial linkowania muzy...pozdro
EnTrance 2006 - Hala £uczniczka Bydgoszcz
http://www.martita.neostrada.pl/simba/entrance/index.html
1
...

Przedstawilam fakty,to co widzialam na wlasne oczy,czyli np. to,ze w momencie kiedy trwala licytacja,braly wniej udzial najwyzej dwie lub trzy osoby a trzysta pozostalych biesiadowalo przy stolikach.Widac dla wiekszosci lepiej wydac na zarcie i picie niz na orkiestre.....



tu sie w 100 % zgadzam, bufet mial napewno kilkakrotnie wiekszy utarg niz smiesznie niska suma zebrana w calym berlinie (bylem, widzialem)



Co do organizacji,no coz faktycznie pozostawia ona wiele do zyczenia,ale dobrze,ze ktokolwiek sie tym zajmuje,szkoda tylko,ze tak trudno sie dowiedziec,ze cokolwiek bedzie sie dzialo i szkoda,ze organizatorzy nie wpadli na to,aby impreze zglosic w odpowiednim urzedzie.



Rzeczywiscie organizacja byla fatalna, do tego praktycznie brak jakichkolwiek informacji , materialow informacyjnych dotyczacych imprezy , imprezy w kilku miejscach w miescie , malo kto o tym wiedzial ,itp

Big-cyc gral tak krotko,bo przyjechala policja i kazala konczyc prywatke.Gdyby koncert byl zgloszony raczej by do tego nie doszlo.



Tego juz nie widzialem , po 21 mieli byc Czarno-Czarni a nie BigCyc,



moze bylo by milo jakby do Polski dotarlo kilka zdjec z Berlina



Jacek juz podeslal pare fotek , tutaj jest link (dzieki)

pozostale zdjecia z wosp w berlinie - 08.01.2006
Narasta.

Wczoraj odbyła się wymieniona w tytule prywatka, fotki będą, gdy tylko znajdę kabel do aparatu.

Raztaman
Jak chcesz to moge ci na prywatce opisać

Śmieszne fotki
Serdeczności koleżeństwu
R. piszesz wierszem, czyżby to skutek tej wczorajszej naleweczki z aronii
Halina, co tam stawiasz do przetargu może ktoś z obecnych tutaj spełnia oczekiwane kryteria, daj zarobić, bądź koleżanką
Masz pomocnika w ogrodzie, to Ci robota pali się w rękach, widziałam jaki z Olesia ogrodniczek
Christinko, żeby cosik posadzić w moim ogrodzie, musiałabym wykarczować trawę, w tym roku nie mam natchnienia, ani czasu, zima za pasem, a teraz pierwszeństwo mają Ci, którzy odeszli na wieczny odpoczynek.
Teresko A., gratuluję udanej imprezy na romantycznym stryszku, przywołującym wspomnienia pamiętnych prywatek. Ja co prawda nie imrezowałam na stryszku, ale uczestniczyłam w niezapomnianych prywatkach, m.in. na hucznych urodzinach u Haliny G., czy moich imieninach, po których koleżanki ustępowały mi siedzącego miejsca przed rozpoczęciem lekcji sądząc, że moja osłabiona fizjonomia jest skutkiem podupadłego zdrowia, a za mną była całonocna zabawa do samego rana A wprost z imprezy - autobus i do Lubska
W internacie też wieczorki taneczne były jak to mówi młodsza młodzież - superowe. Nasz dobroduszny niezapomniany "Stopa"pozwalał wprowadzić chłopaków z miasta oraz oczywiście swoich skąd by oni nie byli. Mam kilka zdjęć z tych wieczorków, m. in. z niezapomnianej dla mnie zabawy andrzejkowej. Właśnie patrzę na jedną fotkę, a na niej m.in. Gosiaczek, Lucyna, Krystyny Sk., i T., Marysia S. Maryla R., i Irenę T. no i ja z przystojnym Jurkiem z Biecza
A takim romantycznym miejscem na imrezki w Grabicach była harcówka, ale też świetnie można się było bawić na wieczorkach w klubokawiani czy wiejskiej zabawie w Grabicach, Sękowicach, Brodach, Bieczu i w Stargardzie Halina pamiętasz tą zabawę w Stargardzie, którą mi tak zareklamowałaś, że ochoczo na nią pojechałam z Tobą na jednym rowerze ale wracałyśmy już każda osobno, ja motorem z... o kurczę jak on miał na imię
... to chyba 69 !!
Zrobiłem fotkę sąsiadom,którzy bawili się u mnie na prywatce i trochę się zagalopowali....
nie umiem budować fabuły, tak jak Anulka, ale pisuję od czasu do czasu którkie formy, opowiadanka, takie tam impresyjki...

oto jedna z nich:

Autsaiderka. Tak zaczęła o sobie myśleć. Przypomniała sobie mamę (jakoś nie umie o niej powiedzieć matka), też o tym wspominała, że stara się, robi dużo dla znajomych i koleżanek, szczególnie po śmierci taty i jakoś nigdy nie potrafi nawiązać bliskiego kontaktu, zawsze jest jakiś niewyczuwalny dystans. Może dlatego, że mama nie umiała słuchać? Niby wśród ludzi jest ok., śmieje się, jest nawet dowcipna, nie boi się gadać publicznie, ale potem musi ładować akumulatory, musi odpocząć, musi zresetowac emocje. A chciałaby, mieć kogoś bardzo bliskiego, może nie umie przejąć się sprawami innych, może ludzie to czują, ale przecież kto teraz, w tym cholernym świecie to robi, każdy pilnuje własnego nosa.
Pamięta, gdy raz w dzieciństwie długo stała i patrzyła jak dzieciaki ganiają na ślizgawce, takiej zwykłej, wyślizganej butami na podwórku wielkiego miasta, wśród bloków, dzieciaki z kluczami na szyi, nie pamięta o co poszło, dlaczego tak stała, nawet ją wołały, ale stała i mówiła nie, choć strasznie chciała do nich podejść i też ślizgać się na butach. Było jej zimno i głupio. Pamięta to uczucie i teraz. Chce, ale jej nie chcą. Nie to, że odrzucają, robią przykrość, ale nie chcą. Ze zdziwieniem dowiaduje się po latach, że ludzie ją pamiętają jako przebojową, pyskatą, iskrę, taką co to pierwsza do wygłupu. Dziwi się. W liceum kradła dzienniki i podrzucała ściągi przez drzwi, na studiach wygrywała w brydża na wszystkich wykładach i pierwsza stawiała się na prywatkach, teraz to chyba nazywa się domówki, pewnie gdyby były puby, to byłaby królową piwa, niespokojny duch obozów żeglarskich, zawsze witała świt nad jeziorem. Bo chciała, żeby ją lubili, interesowali się, przyjęli. Ona liderką? Och, nie, wypłakiwała psychoterapeucie swoją samotność.
Podobno ludzie mają jakąś inteligencję społeczną, gdzieś wyczytała, takie umiejętności bycia wśród ludzi, może ona nie ma, dlaczego nie ma, skąd to się wzięło, chyba najbliższymi ludźmi jest teraz mąż, ale nie do końca, przecież to facet, córki, też nie do końca, niby baby, ale jedna to jeszcze dziecko, a druga jest za daleko, pogaduchy na skypie bliskości nie załatwią, może matka, zwłaszcza po śmierci, i już, to wszystko. Nawet przyjaciółki ma jakieś nie takie. Niby są, ale za szybą, ona musi się starać bardzo, one nie. Ona zabiega, dzwoni, one czasem, no może jedna, jeszcze z okresu studiów, znają się kupę lat, ale też nie do końca, bo tamta ma jakąś tajemnicę, coś ukrytego, czego nie chce jej pokazać. Mówi o sobie, nie ma z tym problemu, ale nikt tak naprawdę nie słucha. Tak jak jej matka. Ale mówi dalej, nauczyła się na terapii, gdy zbierała resztki siebie z rozwodu. Mówi, ale w zamian słyszy banały, uprzejme kiwanie głową jednej przyjaciółki, albo „dasz radę, weź się w garść” drugiej. Trzecia współczuje, choć i to dobre.
Z ciekawości zaczęła udzielać się na kilku forach, z ciekawości. Nawet włączyła się w jakieś dyskusje tematyczne, zna się przecież na tym i owym, cała jest szczęśliwa, gdy ja ktoś zacytuje, odniesie się do tego co napisała, ale widzi, jak nad jej głową toczą się dyskusje, jak nikt nie zwraca uwagi na to co ma do powiedzenia. Opisała swoją podróż życia do Australii, opisała nie po to by chwalić się, że tam była, opisała swoje odczucia i spostrzeżenia z poznawania interioru, zwierząt i krajobrazów, chciała się podzielić. Nikt nie zauważył jej zdjęć, ale nad banalnymi fotkami z Egiptu kogoś innego rozpisywali się w przez kilka dni. Zauważyła to, nie rozumie tego, chciałby inaczej. Czy na pewno, może wtedy trzeba by się wysilić, zaangażować emocje, uczucia, ale czy ktoś tego chce, ludzie jakoś tak idą obok. Nie spotkała nikogo, kto by popatrzył uważnie w oczy i nic nie mówił, żeby wyczytała z tych oczu, że ją widzi. Nie rolę, którą pełni, ale człowieka. Kiedyś znajoma poprosiła o pomoc, prowadzi fundację, a raczej szkołę dla dzieciaków nieprzystosowanych, co za historie, jaka niemoc w tym naszym kraju, bezwzględna obojętność ludzi u władzy, walka o przetrwanie tej szkoły z dnia na dzień, a tam, u góry prezydent z premierem kłócą się o samolot i wydają miliony na śmieszne spoty reklamowe, pomóż, mówi znajoma, Judymka w spódnicy. Zabrała się do pomagania, coś wymyśliła, zaproponowała, zaangażowała się, bo zaimponowała jej ta Judymka w kawalerce, która zrezygnowała z małżeństwa z nieźle ustawionym facetem i jest teraz żoną jakiegoś takiego, nie umie nawet określić jakiego, no, ale cóż, to nie jej sprawa. Jej sprawą było to, że też jej nie chcieli, potraktowali jak intruza, co z tego, że są amatorami, ale sami decydują, nie będzie im się nikt mieszał w ich rządzenie, bo to ich. Nie będzie im specjalista mieszał w garach, i już. Obiecała sobie, że już nigdy w nic się nie zaangażuje, bez względu na kasę. Tu żadnej kasy w dodatku nie było, robiła z potrzeby serca i dla Judymki. Judymka nawet już nie dzwoni z życzeniami na Święta.
Nauczyła się, że musi być spokojna, dzielna, dającasobierade, samowystarczalna, czuła, twarda, zaradna, pracowita, uprzejma, czujna i otwarta, ufna i nieufna, a przede wszystkim odpowiedzialna. Ha, gdzie tu miejsce na spontaniczność przyjaźni, luzik, pogaduchy, plotki, histerie, humory, wapory i takie tam. Nie umie skakać z radości pod niebo, ale też nie wpadnie w doła jak krater wulkanu. Bezbarwne to wszystko, takie płaskie.
Włącza się lampka kontrolna. Stop. Marudzisz dziewczyno, narzekasz, jesteś zdrowa, masz prace, rodzinę, fajnie życie, o jakim mogą inni marzyć. Ale to nie jej glos w głowie, nie jej, jakiś taki dydaktyczny, z oddali. Matka? Może ciotka? Głos ma nad nią władzę i sprowadza do parteru, bezpiecznego, bo wypaść z okna nie można, a i do wyjścia blisko. Parter. Czy zawsze będzie już żyć na parterze?
Zadzwonił kolega, sprzed dwudziestu lat, akurat stała w samochodzie na skrzyżowaniu, policja obok, nie mogła gadać. Powiedział, płyń z nami na rejs. Ja, mam chorobę morską, ale gdzie, Grecja, o mój Boże, zadzwoń, zadzwonię. Nie dzwoni już tydzień. Myśli, znowu wejść w coś, jakiś wysiłek, nowi ludzie, a co na to mąż, trzeba by jakąś kasę, jak się wyrwać, czy się wyrwać. Siedzi, czeka. Nic się nie dzieje. Jak zwykle z boku.

>