Szukaj:Słowo(a): Forum rozwód kościelny
dokładnie tak jak pisze ashan. jeśli rodzice chrzestni są praktykującymi
katolikami i wy zobowiążecie się do "nie przeszkadzania" chrzestnym w
przekazywaniu dziecku wartosci chrzescijanskich - to nie powinno byc problemu.

gdzies w jakims wątku na ktoryms forum w podobnej dyskusji padały nawet
paragrafy z kodeksu kościelnego (czy jak to się zowie) dotyczące tego, czy
ksiądz może odmówić ochrzczenia jakiegokolwiek dziecka. nie było takie zapisu,
że ma do tego prawo. jest tylko obowiązek zapewnienia dziecku "wychowania w
duchu kościoła". a tą rolę mogę przejąć za was rodzice chrzestni (w oczach
księdza).

ale oczywiście dużo zależy od księdza, na którego "traficie".
czasem (niestety lub stety) wystarczy dać odpowiednią "motywującą" sumę
pieniążków i nie ma problemu :)(
w przypadku gdy ksiądz odmówi udzielenia chrztu - wiem, że rodzice mogą zgłosić
skargę do wyższej kościelnej instancji (np. biskup). był ponoć przypadek, w
którym rodzice bez slubu koscielnego (z USC tylko, po rozwodzie) otrzymali
chrzest dla dziecka z rąk samego biskupa (u ktorego "naskarzyli" na księdza,
odmawiającego udzielenia sakramentu:) - a do mszy biskupowi musiał asystować
własnie ten "niechętny" ksiądz.
w naszym kraju jest znanych dużo róznych zdarzeń i sytuacji związanych z
chrztem dzieci rodziców nie mających ślubu kościelnego... temat- rzeka.

ale - szukajcie, a znajdziecie:) NA PEWNO znajdzie się ksiądz, ktory "po
ludzku" zgodzi się udzielić chrztu waszemu maleństwu.

pozdr.

Joanna
Ja bym na Twoim miejscu poczekala ze wszystkim a tymbardziej z oswiadczynami-
to bylaby najwieksza glupota !!! Po tym co przeczytalam na innym forum :

"Witam Was! Czekam na pomoc od osob ktore przezyly cos podobnego.
Co prawda nie jestem mezatka,byc moze w niedalekiej przyszlosci wezmiemy slub
cywilny bo koscielnego poki co wziasc nie mozemy bo moj partner mial
wczesniej, duzo wczesniej zone.Ma z nia dziecko. Rozstali sie pare dni po
slubie (dziwne co?)zaraz potem wzieli rozwod i teraz mija 10 lat jak nie sa
razem a nwet nie utrzymuja kontaktow (wysyla im tylko alimenty)..."

jestem bardzo zdziwiona Twoim zachowaniem !
Rozwód w Algierii
Super ,że znalazłam takie Forum.Dziewczyny mam pytanie.
Swojego Algierczyka poznałam 19 lat temu.To był przypadek.Niestety wtedy nie byłam jeszcze gotowa na taki związek.On miła 24 lata a ja 20.Nie miałam z nim kontaktu przez 19 lat.W 2006 r w grudniu odnalazł mnie przez internet.Teraz kochamy się na zabój.Jest człowiekiem idealnym i bardzo wykształconym.Chce być ze mną.Ale jest rozwiedziony.Czy ktoś wie jak wygląda rozwód w Algierii i czy to nie jest przeszkoda w zawarciu ślubu kościelnego w Polsce?
Angel,
Forum na tym polega, ze watek sie najczesciej wykoleja... i na tym polega uroda
tego przedsiewziecia...
Nie rozumiem dlaczego ktokolwiek ma sie wstydzic swoich opinii na jakikolwiek
temat, jesli sa one sensownie i w miare kulturalnie wylozone.
Ja tez przygotowywalam sie do slubu koscielnego w Kanadzie i z racji
narzeczonego nie-Polaka chodzilismy na nauki do centrum miedzynarodowego. I
nasze doswiadczenia sa podobne do ertesowskich - moj maz Sikh z przyjemnoscia
na nie chodzil, a pozniej nawet posilkowal sie literatura z tych kursow, kiedy
jego przyjaciel Sikh przechodzil przez rozwod...
Chcialas rady... i ja dostalas ... tylko nie taka jakiej sie zapewne
spodziewalas.
Powodzenia w przygotowaniach
Syswia
Ja mialam podobny dylemat, ale chrzcic bedziemy w Gdansku. Zapytalam na
lokalnym forum i dostalam wiele wskazowek jak i co mowic w kosciele, oraz ze
prawo koscielne ustanowione przez JPII mowi, ze nie mozna odmowic chrztu i
pochowku.
Poczytaj sobie ten watek, moze cos Wam przyjdzie do glowy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=43415989&a=43415989
Okazuje sie, ze jest problem z chrztem, jezeli nie ma "nadziei na wychowanie
dziecka w duchu chrzescijanskim". Tzn. rodzice swiadomie nie chca miec zwiazku
sakramentalnego i nie ma ku temu przeszkod (jak np. rozwod), ale
wtedy "zglosic" dziecko do chrztu moze babcia i ona zobowiazuje sie do takiego
wychowania.
Vitam!!!
Widac, ze moi przedmowcy niewszystko wiedza na temat rozwodow. Otoz po
rozwodzie mozna wziasc slub koscielny o ile poprzedni slub byl cywilny. To jest
jedyna mozliwosc bez problemowa. Chyba, ze Robert zacznie sie starac o
uniewaznienia malzenstwa w kosciele. Ale to wszystko trwa dosc dlugo i moze
wykonczyc psychicznie wszystkich zainteresowanych, bo zaczyna sie prac brudy na
forum biskupim.

Pozdrovionka - Verka
axx widze ze jestes zorientowany(a)? w temacie mam takie pytanie moj obecny
narzeczony wzial slub w polsce ale rozwod cywilny i uniewaznienie zwiazku
koscielnego przeprowadzal w usa (jakies 12 lat temu) teraz planujemy slub i
nasuwa sie w zwiazku z tym kilka pytan otoz czy w polskim uzredzie stanu
sywilnego jest adnitacja ze on jest rozwiedziony? czy trzeba jak to gdzies
wyczytalam skladac papiery do sadu w polsce o zgode na jego slub , no i
nastepne pytania 1. jak zaczac zalatwoac formalnosci (czy wize narzeczenska czy
wziasc slub w
polsce)co potrwa krocej ? jesli w uscis to czy w kazdym miejscie jest taki
urzad? slyszalam ze sa 4 uzredy na terenie usa i rozne terminy oczekiwania(od
miesiaca do pol roku)w zaleznosci od miejsca zamieszkania narzeczonego
mam dziecko czy nie bedzie problemu z jego wyjazdem dodam ze w wyroku
sadowym mam wpis iz kazdorazowe miejsce pobytu matki jest miejscem pobytu
dziecka , dziecko ma paszport
na innym forum pzreczytalam ze na innym forum przeczytalam ze:
Wizy rodzinne (family-based visa) - cztery grupy preferencyjne:
1. Synowie i córki obywateli USA oraz ich dzieci (załatwianie trwa rok...2
lata).
2. Współmałżonkowie i dzieci stałych rezydentów (również obywateli) USA (dla
chcącego mniej niż rok).
nie wiem ile w tym jest prawdy
Gość portalu: Klara napisał(a):

> Jesteś obca dla tej dziewczyny i już. Nie masz papierka, gardzisz papierkami,
a
>
> chrzciny to przecież też w pewnym sensie papierek (faktycznie to sakrament -
> udzielany formalnie a nie w postaci "kociej łapy" w jakiej Ty egzystujesz).
> Skoro olewasz formalności to pchaj się na formalnośc na którą Cię nikt nie
> zapraszał, tym bardziej że pewnie zniszczyłaś jej rodzinę.

Klaro, rozumiem, że Twoja przeszłość upoważnia Cię do rozgoryczenia. Ale to
chyba nie Baśka rozbiła Twoją rodzinę. A poza tym chyba nie czytałaś wszystkich
postów - najpierw tamto małżeństwo się rozpadło, a Basia poznała swojego
partnera kilka lat po rozwodzie.

> Tak poza tym nie wstyd Ci wchodzić do Kościoła na tak ważną uroczystość w
> sytuacji gdy lekceważysz sakrament małżeństwa i żyjesz w ciężkim grzechu ?
> Ja tylko współczuję tej dziewczynie.

I chyba nie może mieć ślubu kościelnego z rozwodnikiem, ale do kościoła wolno
jej chodzić. To jest sprawa między nią i Bogiem, Tobie absolutnie nic do tego.
A poza tym Baśka przecież nie poszła, więc czemu tak ostro zareagowałaś? Gdyby
była tak bezwzględna, jak osoba, która Tobie wyrządziła krzywdę, to poszłaby
bez pisania na forum.
I skoro powołujesz się na wartości religijne ( nie wiem, jakiego jesteś
wyznania), to w większości mówi się o miłości bliźniego, wybaczeniu. Tobie,
ziejącej nienawiścią do osoby, której nie znasz, nie wstyd chodzić do kościoła?
Dlatego, ze ludzie nie sa istotami racjonalnymi. Zobacz nawet na tym
forum: ludzie zyja ze soba bez slubu 5 lat, a potem wielki krzyk, ze
ksiadz nie chce ochrzcic dziecka, albo placz, ze nie ma sie slubu
koscielnego po rozwodzie. Mowimy o ludziach, ktorzy klamia np. w
konfesjonale i sa oburzeni, ze nie sa z jakichs powodow dopuszczani
do komunii.

Dlaczego Afrykanczycy mieliby byc inni? Tak trudno sobie wyobrazic,
ze ktos moze np. zradzac zone, ale jednoczesnie upierac sie przy
niestosowaniu antykoncepcji ze wzgledow religijnych? Malo to sie
czlowiek naczyta cudow chociazby na tym forum, zeby sie dziwic tym,
ze po ludziach mozna sie spodziewac wiele, ale nie konsekwencji?
Witaj
Tez jestem po rozwodzie i swego czasu interesowalam sie mozliwoscia
uniewaznienia slubu koscielnego Pewnie juz sie wszystkiego dowiedzialas bo twoj
list juz jakis czas znajduje sie na forum Ale napisze ze trzeba udac sie do sadu
biskupiego w miescie diecezjalnym do ktorego nalezy twoja parafia Tam ci
powiedza jakie dokumenty zebrac i jakiego typu dowody sa potrzebne zeby mozna
bylo rozpoczac proces sadowy Nie zawsze uniewaznienie jest mozliwe - dcyduje o
tym sad po przesluchaniach stron zainteresowanych i licznych swiadkow I musza
byc spelnione okreslone warunki zeby w ogole rozpoczeli proces Dosc dlugo to
wszytko trwa i jest kosztowne - trzeba sie liczyc z kosztem nawet okolo 7 tys
zlotych
A swoja droga - jesli ty i twoj mezczyzna sie kochacie to slub koscielny czy
jaies papiery w ogole nic tu nie zmienia Popsuc moze tylko gadanie niezyczliwych
ludzi - zwlaszcza niezyczliwej i konserwatywnej rodziny
Zycze powodzenia Pozdrawiam Ela
prawde mowiac chyba nie ma literatury na ten temat. Tzn jest ale bedzie to to
raczej stricte prawnicze opracowania kodeksu rodzinnego i opiekunczego czy
kodeksu postepowania cywilnego z komentarzami. Jednak jest to dosc trudne do
przebrniecia. Poradnikow nt. rozwodow raczej sie nie znajdzie. Zreszta ostatnimi
czasy niektore rzeczy sie pozmienialy .... a szykuje sie jeszcze wieksza zmiana
i bedzie wszystko zupelnie inaczej.
Osobiscie nie spotkalem sie jakas ksiazka na ten temat co nie znaczy ze czegos
takiego nie ma (poprostu nie szukalem). Poszukaj moze na stronach wydawnictw
prawniczych np. C.H. Beck, moze maja tam cos "lzejszego".
Kiedys widzialem ze jakis gosciu na Allegro sprzedawal za jakies nawet
niewielkie pieniadze poradnik swojego autorstwa, ale zlapalem go na tym ze nie
zauwazyl ze sie zmienila ustawa o kosztach sadowych, wiec nie wiem czy ci
polecic czy nie. Zawsze mozesz ew. dopytac sie goscia o to jaki obecnie jest
stan prawny publikacji i wedlug jakiej ustawy o kosztach jest ten poradnik.
Zreszta poczytaj to i inne fora rozwodowe (w sumie sa chyba 3, jedno nie warte
polecenia, na drugim jestes.... a link do trzeciego jest taki:
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087
Poczytaj, dopytaj a wszystkiego sie dowiesz.
Sprawy o rozwod naleza raczej do kategorii spraw prostych, chociaz czasami sa
sprawy dosc zawile. Trudno powiedziec jaka sprawe ty chcesz wytoczyc.

PS. tak na marginesie to nie ma "rozwodu koscielnego", jest tylko uniewaznienie
malzenstwa.
do magkow14:
zabolał mnie Twój list, nie byłam wczoraj na forum i nie mogłam Ci odpisać!

Nie wszytsko da się wytłumaczyć biblią, pięknymi myslami, jest jeszcze normalne
życie. Czyli wydziwiam bo ksiądz "olał" moje dziecko w kościele na chchrzinach.
Potem pisze żeby rozwodnicy wychowywali swoje dziec w wierze, ale jak - jak
kościół NAS nie chce????? Może na to też znasz odpowiedź .....

Jest gdzieś Bóg, wiara ludzi, ale teraz są przede wszystkim księża, który mają
własną interpretację wszytskiego!! A to wszytsko ma swoją cenę i za pewne
pieniądze zrobią wszystko. Jest też oficjalna cena rozwodu kościelnego i pewnie
p. Cezarego P. stać było i znów stanął w kościele z drugą żoną.

trzymaj się i nie oceniaj ludzi wg jakiś tam psalmów, biblii i innych myśli
dobrych w XVII wieku
Nie mogę, bo aż tak się na forum nie wywnętrzam ale jestem pewna, że jeśli
ktoś ma "prawdziwe" argumenty, to przekona kogo trzeba. Sama jestem ciekawa,
jakie argumenty przedstawiali 2 lata później znajomi, bo nie mieli takiej
sytuacji jak my, a dziewczyna jeszcze była po kościelnym unieważnieniu i
rozwodzie... Ale nie pytałam.
slub po rozwodzie
md poruszyl wazna kwestie
slub po rozwodzie
wydaje mi sie, ze w wiekszosci na tym forum nie jestesmy juz nastolatkami
wiec nalezy liczyc sie takze i z tym, ze spotklamy i zakochamy sie w kims
z "przeszloscia"...
rozwody koscielne nie sa czeste
ja przyznaje, ze to bylby dla mnie problem emocjonalny gdybym nie mogla wziac
slubu w kosciele
i nie wiem czy bylabym na tyle silna by angazowac sie w zwiazek z kims kto ma
zobowiazania... dzieci, byla zone, tesciowa i psa... no ale zarzeka sie malpa
kitu.. nie wiadomo co mnie czeka ;o)
Witaj Monikaj1980 na forum.
Nie bardzo rozumiem czy pytasz:
o unieważnienie ślubu kościelnego?
czy o unieważnienie ślubu cywilnego?
Jest już rozwód cywilny,
więc chyba już nie ma co unieważniać,
nawet gdyby były przesłanki ku temu.
More czy dobrze mówię?
super forum! Bardzo cieszę się, że Was odkryłam! My mamy ślub kościelny (ja za
dyspensą - tzw. połówkowy), zawarty dla spokoju sumienia teściowej, która
twierdziła, że ślub cywilny to nie ślub a teraz nawet nie pamięta którego dnia
zawarliśmy kościelny. Jeśli chodzi o możliwość "rozwodu" kościelnego:
wystarczy, że mąż powie, że ja taka zła byłam i uniemożliwiałam mu
praktykowanie wiary i dostanie unieważnienie. Przy czym ja jestem niewierząca z
urodzenia i wychowania, a u niego to nabyte (pewnie pod wpływem pogańskiej
żony:)))
Rozróżnijmy dwie kwestie: wchodzenie w czyjeś małżeństwo-wiele osób rozwodzi się dla kogoś...( a nie tylko z powodu zdrady)-no ja nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby miłość na mnie spadła a obie strony związane...nie miałam takich doświadczeń, nie szukam takich!
A gdybym spotkała samotnego po rozwodzie, to na ile mnie jego przeszłość interesuje? Na tyle ile wpłynie na mnie, na moje życie i szczęście.

Tak patrząc inna będzie sytuacja(i podejście do tematu wina) osoby, która jest trzecią, inna gdy rzecz dzieje się po latach...
Decyzja należy do zainteresowanego, generalizować nie wolno. Jest jedno już podstawowe prawo(dla osób z kościelnym ślubem)-niekoniecznie razem, ale do śmierci.

Napisałam:
A gdyby winą tej kobiety było to, że była z Tobą? Gdy powinna być z innym
> ?
na sugestię, że Tri nie chciałby związać się z osobą winną. Rozumiem, że on w cudze małżeństwo by nie wszedł, ale ilu tak czyni...widzimy na forum.
wenetta1 napisał:
> Jakoś nie rozbawił mnie ten wątek.Wszystkie zdradzone żony ustawiacie pod jedną
> kreską.Jesteście cyniczne i złośliwe,ale może w ten sposób musicie się
> dowartościować.Wiele jadu jest w tych dowcipach,a podobno to tylko żony są
> złośliwe.

KOBIETY są złośliwe. I za to je faceci kochają. Do czasu - np. rozwodu...
Wenetta - spoko, to tylko arcyzłośliwy wątek. Poznałem niektóre Panie z forum.
To bardzo skromne i porządne kobiety, gotowe nawet założyć moher w ważniejsze
święta państwowo-kościelne:))
Nangaparbat3 , Ak się zastanawia nawet nad rozwodem zwykłym a co dopiero
koscielnym, unieważnienie małżeństwa dla każdego ma głębszy wymiar nie możesz
nikogo potępiać za to i patrzeć przez pryzmat swoich uczuć do eksa i jego do
Ciebie, nie każdy rozszedł się w przyjaźni bo nie każdy miał to szczęście,
kurcze bądźmy na tym forum tolerancyjni dla siebie i własnych wyborów, kogo jak
kogo ale chyba siebie nie powinniśmy nawzajem potepiać, bo czymże jest rozwód?
dlaleko idąc można pomyśleć że i taki i taki można potepiać tak???
A ja sobie myślę,
że gdyby uprościć, wrócić do sądów rejonowych i obniżyć cenę zabiegu zwanego
rozwodem, to pół polskich małżeństw by się rozwiodło.
No i powstrzymuje ich jeszcze tradycja, hamulec z gatunku "co ludzie powiedzą"
itd. Kiedyś usłyszałam od osoby, o której małżeństwie można powiedzieć: super!
że gdyby nie złe postrzeganie rozwodzenia się, gdyby nie dzieci, to już dawno
by się rozeszli. Na mój gust to po prostu przygasili ogień małżeński, poza tym
non stop razem, w domu, w pracy(wspólna firma) i choć dobrze się im powodzi to
życie takie monotonne, czyli nudnawo się zrobiło. Ale przeminęło i już tak nie
mówią :)

Odnoszę wrażenie, że gdy w danej rodzinie ktoś się rozwodził, albo rodzice,
albo ktoś bliski, to jakby przetarł szlak i łatwiej innym się rozstać.

Poza tym, tu na forum są prawie wyłącznie rozwody z pewnych konkretnych
powodów. Czy jest tu ktoś, kto rozwiódł się, bo tak obie strony zadecydowały,
bez zdrad, kłamstw, mniejszej lub większej winy jednej ze stron?
Rozwody z gatunku: wzięlismy ślub, ale to nie to, łatwiej u młodego pokolenia
przechodzą. Tylko to nie jest dobre, jeżeli pochopnie się pobierają i łatwo
rozstają. Czy to nie świadczy o braku dojrzałości, no chyba, że na starcie
zakłada się, że to tak na próbę. Ale wtedy wara od ślubów kościelnych:)
Gdyby Kościół katolicki godził się na rozwody, wtedy jego doktryna teologiczna –
dowodzi Macpherson - byłaby mniej skostniała, a może nawet skostnienie by
ustąpiło. Wprawdzie nie znam badań, z których miałoby wynikać, że w 90. proc.
przypadków księża nakazują żonom, by trwały przy mężach pomimo gwałcenia i
bicia, ale wiem, że oprócz rozwodu istnieje separacja, która z pewnością może
zapobiegać niecnym mężowskim czynom i dla osób wierzących pozostaje w zgodzie z
nauką kościoła. Tym bardziej przeto nawet zatwardziały kapłan nie musi
wygłaszać imperatywu o pokorze i jarzmie.

O ile się jednak nie mylę problemem kobiet w tego typu przypadkach nie jest
rozstrzyganie dylematu - rozwód czy separacja, ale gdzie się podziać i jak
dalej żyć? I na to pytanie powinny odpowiadać instytucje rządowe w pierwszej
kolejności, zaś kościelne - w następnej. Wszczynanie sporów doktrynalnych na
tym tle sytuacji nie poprawia.

Odwoływanie się do św. Augustyna przekracza możliwości dyskusyjne tego forum. Z
pewnością indywidualność jednostki nie stoi w sprzeczności z wiarą.
Gdy osoba pełni jakąkolwiek funkcję publiczną, to zachowuje się, wypowiada w
imieniu sprawowanego urzędu. Gdyby X będąc prezydentem palnął jakąś gafę, upił
się itp. to oczywiste, że oceniany jest za ten występek nie jako X, ale jako
prezydent.
Skoro nikt przy zdrowych zmysłach – powiada Macpherson – Środowej wypowiedzi w
Sztokholmie nie powinien traktować jak stanowiska rządu RP, to w pierwszej
kolejności rozum odjęło premierowi Belce: Środzie udzielił reprymendy.
Czesc Kaska, mam nadzieje, ze jeszcze zagladasz na forum:)
Pisze poniewaz, jestem w podobnej sytuacji. Rowniez planuje wziac
slub z Amerykaninem, ktory jest po rozwodzie i ktory nie jest
katolikiem. Planujemy slub cywilny w USA, a potem slub koscielny w
Polsce. Na razie nie myslimy o mieszkaniu w Stanach, wiec nie staram
sie o zielona karte, ani tez wize narzeczenska. Pojeda na zwyklej
wizie turystycznej (dowiedzialam sie ze tak mozna). No, ale ja nie o
tym chcialam:)
Chodzi mi o slub koscielny. Jak udalo Ci sie zalatwic slub koscielny
w Polsce i jak wygladaly wszystkie formalnosci. Chodzi mi o strone
Twojego narzeczonego? Ja wiem, ze bede musiala dostarczyc swiadectwo
chrztu, podpisac ze dzieci zostana wychowane w wierze katolickiej
itp. Ale co moj narzeczony musi zrobic? Jak dlugo trwa ten proces?
Bede wdzieczna za jakakolwiek pomoc.

POWODZENIA! :)
Fajna stronka, prowadzona przez adwokatów kościeln
Wychodząc naprzeciw potrzebom wymiany informacji i doświadczeń przez
wszystkie osoby starające się lub zamierzające wystąpić o
stwierdzenie nieważności małżeństwa w Kościele Katolickim
postanowiliśmy stworzyć ogólnodostępne, całkowicie nieodpłatne FORUM
INTERNETOWE.

Nasze forum traktuje o problemach związanych z zawarciem małżeństwa,
przeżywanymi kryzysami, procesem o rozwód cywilny, a przede
wszystkim o procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa.

Jednocześnie pragniemy poinformować, że sukcesywnie (na właściwych
podstronach) będziemy zamieszczać materiały związane z poruszaną
problematyką w postaci publikacji elektronicznych.
Forum będzie nieustannie wzbogacane także o wzory pism procesowych
stosowanych w postępowaniach przed sądami cywilnymi oraz przed
Trybunałami kościelnymi.

Zapraszamy do rejestracji licząc, że okaże się ono pomocne.

www.forum.malzenstwo.net.pl

Zaproś wszystkich, którzy chcą włączyć się w dyskusję nad budowaniem
odpowiedzialnego małżeństwa.
Osoby piszące na tym forum mają dużo racji, więc nie będę pisała
nicenzuralnych słów, ponieważ takie tylko przychodzą mi do głowy.
Idź do księdza i poproś, żeby napisał Ci odmowę na papierze i jej
uzasadnienie. Obawiam sie, że nie będzie wtedy żadnych
przeciwwskazań. My z mężem nie mamy slubu kościelnego a ja nawet nie
mam bierzmowania, obydwoje jesteśmy po rozwodzie z pierwszymi
partnerami, a na domiar złego mój mąż brał ślub kościelny. Nasz dom
to jedno wielkie siedlisko grzechów, ale chrztu nam nie odmówiono.
Gdyby tak było to połowa Polski by o tym wiedziała. Nie bójmy się
walczyć o swoje prawa. Powodzenia.
amws-moja historia
opisywałam kiedys moja historie zdradzonej żony,
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=19762452
potem wiele sie jeszcze wydarzyło,forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=16182&w=21009841 niestey niezbyt dobrego :o(, były proby ratowania
małżęństwa, ale nie udało sie.... maz mieszka z Tamta Kobieta, ja dzis była u
adwokata, złożyłam pozew o rozwod z winy meza...bede tez starała sie o
uniewaznienie śłubu kościelnego....
zobaczymy, poczekamy, ale to najlepsza decycja, jaka mogłam podjac w tej
sytacji, dla dobra mojego i cóeczki...
pozdrawaim
Anna
No pewnie, że nie ty (zwklaszcza, że wiem, że nie masz ślubu koscielnego, więc
raczej nie zakładasz, że pozbawione go osoby zaraz się rozwiodą. Chyba, że
czegoś nie wiem ;-))). W dodatku zgadzam się, że Pyziak, tak stawiając sprawę
powinien zostać pogoniony. Ja (i ty zapewne też) nie mam ślubu kościelnego z
wielu powodów, ktorych nie bedę tu wyłuszczać, ale które są WSPÓLNE dla mnie i
mojego męża, jako, że dzielimy nasze przekonania i wiarę.

Nie, mi chodziło o te przytaczane statystyki (ty nie przytaczałaś statysty :-))
- wierzący się bardziej zaprzyjaźnią z wierzącymi, ci bez ślubu kościelnego
skłonni do szybszego rozwodu... no, poczułam się jak totalny, bezmyślny
lekkoduch pozbawiony duchowości.

No, ale ja, jak często pisałam, jestem czołowym egotykiem tego forum :-).
Owszem, należało...
anutek115 napisała:

> Pyziak, tak stawiając sprawę powinien
> zostać pogoniony.

Powinien, pewnie że powinien, niemniej pomysł ślubu jako lekarstwa na problemy w
związku jest, przy całej swej głupocie, dość popularny.

> nie mam ślubu kościelnego z wielu powodów,
> ktorych nie bedę tu wyłuszczać,

...ale z tonu poprzedniej Twojej notki zgaduję, że nie ma jest tym powodem
zamiar rozwodu - ani bezpośredni, ani ewentualny.
Ja też i nie wątpię, że większość par poprzestających na ślubie cywilnym
zamierza w nim wytrwać do śmierci jednej ze stron...

> - wierzący się bardziej zaprzyjaźnią z wierzącymi,

Jakom rzekł, być może moje i innych mi podobnych osób obserwacje są
niereprezentatywne. Jednakowoż jeśliby były reprezentatywne, wcale bym się nie
dziwił. Dziwić by się raczej należało, gdyby reprezentatywne nie były.

> ci bez ślubu kościelnego
> skłonni do szybszego rozwodu...

O, rzeczywiście ktoś coś takiego powiedział?

> ale ja, jak często pisałam, jestem czołowym
> egotykiem tego forum :-).

Tyś powiedziała.
Magdalens - w twoim przypadku żadne! W protestantyzmie sa rozwody ale kazdy
pastor bada indywidualnie sprawe. Twoj facet porzucił zone i wg mnie bedzie zył
w grzechu nawet kiedy weźmie slub koscielny w jakimkolwiek kosciele
chrzescijanskim.
tutaj poczytac wiecej
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=22071137&a=22410893
i ogolnie cały watek jest ciekawy

dodatkowo
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=22689891&a=22689891
Dodam tylko, ze Boga nie oszukasz. Wierzący człowiek zyje zgodnie z zasadami
chrzescijanstwa, ktore jest bardzo rygorystyczne, jezeli chodzi o rozwody,.
Twoj M na pewno nie jest wierzacym człowiekiem, bo inaczej nie zostawiłby zony,
albo jezeli by zostawił, to zyłby samotnie. A jezlei ty byłabys wierzaca, nie
wiazałabys się z zonatym facetem, bo skazywałabys się swiadomie na zycie w
grzechu. Po co wiec Ci slub koscielny?
slub z rozwodnikiem......???czy mozemy
mam pytanie,przegladalam cale forum i do tej pory nie spotkalam sie z opinia
na temat sluba koscielnego z osoba po rozwodzie..??czy moze mi ktos
powiedziec czy jest to mozliwe czy mozemy isc do kosciola czy pozostaje nam
sie tylko slub cywilny.Mysle ze jezeli osoby niewierzace moga to mysle ze nam
tez sie powinno udac.Z gory dzieki , pozdrawiam
czegoś nie rozumiem, dlaczego miałbym mieć jakiś problem z uzyskaniem
kościelnego rozwodu, jak nie jestem żonaty, możesz mi to wyjaśnić?
co do mojej wypowiedzi NA TEMAT (bo jesteś już drugą osobą, która tylko
krytykuje a nic ciekawego nie wnosi do tematu tego wątku, nie jestem
doświadczony, ale już wiele razy widziałem jak dziewczyny czekały aż w końcu
mówiły dość i rezygnowały z danego kolesia, nawet ostatnio rozmawiałęm z taką
dziewczyną, bo koleś był niezdecydowany, a ona tak na to żeby z nim być
i nie chodzi mi tu o żaden ślub, więc mam wielką prośbe, ja nie obrażam Ciebie,
więc i Ty mnie nie obrażaj z tymi nakryciami głowy

więc jak dalej masz zamiar tylko krytykować, to pomyliłaś/eś forum!
wrrr!
nie lubie atakow na katolikow tylko za to, ze chca zawierac sakramentalna
malzenstwa.
wrrr!
artykul (nawiasem mowiac) jest debilny - dziennikarzyna sie nie douczyla i
zebrala beznadziejnie slaby material

problem rozwodow (wsrod malzenstw) i rozstan (wsrod niemalzenstw) jest de facto
problemem takim samym - roznica w zasadzie tkwi tylko w koniecznosci uzyskania
papierka anulujacego inny papierek
uwazam, ze jezeli ktos nie jest gotowy na malzenstwo nie musi sie zenic - niech
zyje jak chce.
Prosze wytlumaczcie mi dlaczego atakujecie tak chetnie osoby, ktore decyduja
sie po nierzadko wieloletnich przemysleniach na zawarcie sakramentu malzenstwa.
Jako argument podaje sie ilosc rozwodow. A rozstania konkubinatow - nie sa tak
spektakularne, nie. I nie ma ich w statystykach, nie?
Malzenstwa, ktore sie rozpadaja, sa najczesciej zawierane dla tradycji - bo
rodzina sobie zyczy slub w kosciele, bo co powie rodzina. Nie dalej jak 2
tygodnie temu czytalem na jakims forum prosbe o podanie namiaru na "kurs
przedmalzenski", na ktory nie trzeba chodzic - potrzebny jest papierek zeby
zawrzec slub koscielny. Nie sakrament malzenstwa, ale po prostu tradycyjny slub.
Malzenstwa sakramentalne, ktore zawieraja osoby wiedzace bardzo dobrze co
robia, sa zazwyczaj bardzo zgodne i szczesliwe. Owszem zdarzaja sie wyjatki,
tak samo jak zdarzaja sie wyjatki dlugich i szczesliwych zwiazkow, posrod
niemalzenstw.

A artykul swoja droga jest beznadziejny.
BZDURA.
Jeżeli zadklarujesz wychowanie w wierze Katolickiej, każdy ksiądz ma obowiązek
ochrzcic dziecko.
I z tego co wiem, każdy chrzci.

Inan sprawa, że do obowiązku księdza, należy uswiadomic każdemu katolikowi,
koniecznośc ślubu kościelnego, jako sakramentu.
Dlatego obowiązkiem, każdego ksiedza, jest spytać o przyczynę braku sakramentu
i delikatne namówienia na jego przyjęcie.
Sprawa charakteru księdza, jest tylko na ile delikatny bedzie w namowach na
ślub (jeżeli, nie ma innych przeszkód, np rozwód)

Zresztą był juz w tym roku, taki watek.
Poszukaj w wyszukiwarce forum.
Olana - trudno jest teraz powiedzieć, co dalej, bo przede wszystkim musisz
cierpiąc okropnie pilnować dzieci (bo kurczę to najmniejsze jeszcze całkiem
bezradne jest). Chyba, że jest ktos - mama, siostra, przyjaciółka, kto pomoże Ci
w opiece. Żebys mogła się wykrzyczeć, wyzłość i odreagować. Bo w tym wszystkim
Ty sama potrzebujesz wsparcia.

W sensie formalnym - kwestia rozwodu (cywilnego) to jest coś, z czym nie musisz
sie spieszyć, raczej pomyśl o alimentach na dzieci, rozłączności majątkowej. To
niczego Ci nie zamknie, a ułatwi porządkowanie życia.
W sensie kościelnym - jedyna możliwość to uznanie małżeństwa za nieważnie
zawarte, ale procedura długa i dużo boleśniejsza (moim zdaniem), niz rozwód
cywilny. Poza tym, to sprawa baaaardzo indywidualna (ale jesli inetersują Cię
szczegóły to na tym forum były omawiane a w razie potrzeby w sądzie biskupim tez
udzielą Ci informacji). Trzymaj sie jakoś. Pozdrawiam.
To ja, dziennikarz.
Chciałam podziękować za:
- czytanie postów bez zrozumienia
- zwykłą ludzką życzliwość, która przejawia się w anonimowym rozdawaniu ciosów.
- no i porównywanie do faktu. Zawsze mnie, jako dziennikarza Gazety, dziwi, xe
ludzie tak nie lubią Wyborczej a wciąż ją czytają. Mało tego - wchodza na jej forum.
Pozdrawiam serdecznie
PS: Tak, napisałam hasło rozwody koscielne, żeby przyciągnąć uwagę - ale w
poście wyjaśniłam że wiem, że naprawdę jest to stwierdzenie nieważności
malżeństwa. A nie unieważnienie małżeństwa, państwo przemądrzali.
> To ja, dziennikarz.

O, strach sie bać!

> Chciałam podziękować za:
> - czytanie postów bez zrozumienia
> - zwykłą ludzką życzliwość, która przejawia się w anonimowym rozdawaniu
ciosów.

Powiedzial anonim.
> - no i porównywanie do faktu. Zawsze mnie, jako dziennikarza Gazety, dziwi, xe
> ludzie tak nie lubią Wyborczej a wciąż ją czytają. Mało tego - wchodza na jej
f
> orum.

A to wchodzenie na forum jest rownoznaczne z czytaniem Wybiorczej? Gdzie mozna
kupic takie szklane kule? Podac wywiady produkowane przez dziennikarzyny
Wybiorczej? Podac klamstwa Wybiorczej i jej rednacza? Podac przyklady nieuctwa
dziennikarzyn Wybiorczej?

> Pozdrawiam serdecznie
> PS: Tak, napisałam hasło rozwody koscielne, żeby przyciągnąć uwagę - ale w
> poście wyjaśniłam że wiem, że naprawdę jest to stwierdzenie nieważności
> malżeństwa.

Prosze sie doksztalcic na roznicy znaczeniowej pomiedzy slowem rozwod a
stwierdzenie niewaznosci.

>A nie unieważnienie małżeństwa, państwo przemądrzali.

O, doskonaly sposob na zdobycie czytelnika. To jak w Fakcie, gdzie na list
opisujacy nieuctwo dziennikarzyny w pewnym temacie dostalem odpowiedz, ze jak
chce to sie moge z nim zamienic - porownanie do Faktu w pelni uzasadnione.

M.
Wyjatkowo "wredna jedza" napisala "Znecanie sie nad zona
nie jest powodem do rozwodu w prawie koscielnym"...
Czy moze wiec lepiej zabic takiego meza, a "ojczenaszek"
rogrzeszy biedna kobiecine i jeszcze poblogoslawi?

P.S. Powtarzam raz jeszcze to co juz wczesniej napisalem
na tym forum - uwazam, iz katolicyzm to najwieksze
WYPACZENIE chrzescijanstwa!!!
misself- ja uważam, że każda suknia pasuje na ślub kościelny jeśli
kobieta się w niej dobrze czuje i jeśli nie widać tyłka i biustu
powiedzmy. Poza tym akurat ja jestem po rozwodzie więc szukam sukni
na ślub cywilny.
A to nie jest kiecka z przyszłej kolekcji raczej bo znalazłam forum,
na którym dziewczyna pisała, ze właśnie w takiej była na swoim
ślubie- niestety na tamtym forum nie było możliwości napisania do
niej na pw ani innego kontaktu.
Przypisywanie wiekszej wartosci malzenstwu czy zwiazkowi bez slubu
jest zalosne.
Nie mozna okreslic ot tak sobie, ze malzenstwo czy konkubinat (
obrzydliwe okreslenie ) jest lepsze od czegostam.
Nie potepiam ludzi zyjacych po swojemu na kocie czy psie lapy. I
tez nie poddaje pod osad ich zwiazku tylko i wylacznie z tego
powodu, ze nie maja zaslubin za soba.
Nie zawsze jakosc zwiazku sie polepsza po slubie.
I nie zawsze sie pogarsza tuz po nim.
A cala ta prawno, spoleczno, koscielna otoczka, ktora ma sprawic,
ze nasze zwiazki beda mocniejsze nie ma dla mnie zadnego znaczenia.
zwiazek tworzymy my ludzie a nie papier czy kawalek zlota na
paluchu.
jakis czas temu na forum wlasnie w podobnym temacie mezczyzna
napisal, ze nie odszedl od zony X lat temu bo nie mial czasu na
rozwod. to przykre, ze nie zostal z zona bo ja kochal. zostal z
wlasnego lenistwa.
ludzie sie schodza i rozchodza i nie ma znaczenia czy sa po slubie
czy tez nie. slub nie daje nam gwarancji, ze Ziutek z nami zostanie
az do smierci a pozniej bedzie gnil obok nas. choc wiele kobiet
nadal mydli sobie oczy tym, ze po slubie to juz nigdy nigdy nie
zostawi i tylko i wylacznie slub daje taka gwarancje.
nie przesadzaj weteranko, ta zgraja, to raptem dwie osoby, w tym jedna
skrytykowała autorke juz po jej opuszczeniu forum.
Cała rozmowa kreci wokół rozwodów koscielnych jako takich, personalnie
negatywnie do autorki odniosły sie dwie osoby o czym napisałam wyżej.
Ja na forum gazety jestem od siedmiu lat prawie, może dlatego wiem, że jak ktos
wchodzi do magla to w tym maglu udział bierze. Gdyby Ciebie nie kręciło lanie
wody /bo nic innego w tym watku nie robisz/ to byś tu nie pisała.
praktycznie każda parafia organizuje spotkania.. kestia wstrzelenia
siew terminy..

oczywiście nie jesteś uwiązana do parafi X .. świstek z innej parafi
też jest ważny.. twoja parafia jest tam gdzie jest twój meldunek..
jesli w szczecinie można znaleść parafię ale jeśli spoza - to jest to
tam gdzie dotąd należałaś..

nauki.. temat rzeka.. w jednej parafi 3 spotkania w inej kilkanaście +
dodatkowe msze dla narzeczonych.. oszaleć mozna.. zamiast ślubu sa
rozwody ;)

do tego dochodzi poradnia małżeńska - sa kościelne i świeckie... tu
masz 3 spotkanka

www.forum.e-wesele.pl

na tym forum dowiesz się od dziewczyn gdzie aktualnie są nauki lub
gdzie planują..
Zgadzam się, że rozwój duchowy to prywatna sprawa ale jeżeli na tranzytach jakiś planet są pewne sytuacje zmieniające albo pokazujące nam pewne inne rozwiązania naszego życia? Dla mnie np. temat rozwodów w związku nie istaniał dopóki to mnie w pewnien sposób to nie dotchnęło. Pewne nawet złe doświadczenia nas rozwijają (i nie chodzi tu o rozwój duchowy) ale taki ogólnospołeczny. Ja np. nie jestem rozwinieta duchowo - jestem beznadziejną racjonalistką ale kontakty z ludzmi, przyjaciomi, pewna empatia w stosunku do nawet obcych ludzi pozwala mi zauważać problemy, których nigdy nie dostrzegałam i ja mam wrażenie, że stale się rozwijam, pogłębiam swoją wiedze o świecie. Daleko jestem od świata duchowego, religijnego, uważam się za katoliczkę ale wyznaję zasadę, że religia to sprawa mojego umysłu, mojej hirarchii wartości, mojego postepowania zgodnie z Dekalogiem a nie chodzenia do Kościoła, nawracania wszystkich naookoło i bezkrytycznego akceptowania hierarchii kościelnej.
Ja uważam pytanie o lepsze czasy za naturalne pytanie - i dlatego odpowiadam na pytania zadawane na forum ale w innym kontekście - w kontekście zrozumienia siebie. Często ludzie mówią - mam jakąś planete w takim znaku albo w takim aspekcie więc mam taki a taki problem - i co z tego wynika? Wynika tyle, że nie próbując sobie poradzic z problemem on nam stale przeszkadza, ale pytanie czy to nie jest zwalenie odpowiedzilaności na horoskop. Pewnie, że mamy wady ale pytanie czy nie powinniśmy ich jakoś neutralizować? Pytanie czy da się zneutralizować aspekty z radixu? Czy możemy zneutralizować działanie tranzytu? Jakie są wasze przemyślenia?
Pozdrawiam
W kilku przypadkach, dla dalszego poprowadzenia akcji, trzeba było
pozbyć się matek. A jak się ich pozbyć? Przez rozwód? A skąd.
Większość małżeństw w Jeżycjadzie ma ślub kościelny, więc rozwód nie
miałby wystarczającej mocy.
Tylko przez ich uśmiercenie.

(Witamy Cię, ja akurat pamiętam Ciebie z innych forów :) ) Dobry
wieczór, zapraszamy :)
"Bo po nim łatwiej się rozwieść i nie trzeba robić wielkiego wesela - mówią
pary, które zrezygnowały z ceremonii w kościele."
Z jakimi parami rozmawialiście? Bzdurny ten artykuł!!! Autor zajrzałby chociaż
na forum GW "Ślub i Wesele" i przejrzał wątki o ślubach cywilnych - odkryłby, iż
jego tezy tyczą się jednostek, a nie ogółu.
Ja wzięłam w zeszłym roku ślub cywilny, gdyż wraz z mężem chcieliśmy ślubu, a
jesteśmy parą niewierząca+niepraktykujący. Wesele zrobiliśmy, bo mieliśmy na nie
ochotę. Nawet suknia ślubna była (a co!). Nie planujemy się rozwodzić. Nigdy
nawet nie przeszło nam przez myśl, iż cywilny w razie czego ułatwi nam rozwodową
kwestię. Nie uważamy, iż nasza decyzja była mniej przemyślana niż byłaby przy
ślubie kościelnym. Może była nawet bardziej świadoma przy cywilnym, gdyż taki
ślub nadal wymaga odwagi (nawet w Warszawie) - trzeba przebrnąć przez naciski i
niewygodne pytania rodziny, na każdym kroku trzeba udowadniać, iż nie bierze się
tego ślubu dla wspólnego rozliczenia, łatwego kredytu czy rozwodu.... Bo dla
wielu nadal dziwne jest, iż ślub cywilny można wziąć po prostu z miłości.
a Biblię czytały?
"W języku niemieckim istnieje żenska forma słowa “BISKUP”
I rzeczywiście w Dolnej Saksonii Biskupowę jest kobieta z pięcioma
córkami (biskupówne) ale bez męża, jest rozwiedziona!!!
I w Dojczlandzie nikt się TYM nie przyjmuje. A to dlaczego to niby
biskupice nie miały by się rozwodzic ?"- trochę odpowiedź nie na to
forum, ale co tam: jest Bischöfin bo w niemieckim od każdego zawodu
da się utworzyć żeńską formę z -in. Spróbuj powiedzieć po polsku
biskupka lub architektka. Pierwsze brzmi śmiesznie, na drugim
łamiesz język.
"...ale bez męża, jest rozwiedziona!!! I w Dojczlandzie nikt się TYM
nie przyjmuje. A to dlaczego to niby biskupice nie miały by się
rozwodzic ?" -no cóż, rozwód wg Biblii jest ograniczony do
przypadków skrajnych a kiedym na welcie dyskusję forumowiczów o
tej "biskupce" czytał, to są też ludzie, którzy się tym przejmują.
Aha, no i pełnienie wysokich funkcji w ogranizacjach kościelnych
przez kobiety też wg Biblii nie wchodzi w rachubę.
Czy z medycznego punktu widzenia anoreksja jest chorobą o podłożu
psychiatrycznym? Nie znam się na tym, ale warto sobie to ustalić i
to u specjalisty, a nie na forum.
Jeśli tak, to niepoinformowanie partnera o takiej chorobie może być
prawną podstawą do rozwodu kościelnego.
> Czy z medycznego punktu widzenia anoreksja jest chorobą o podłożu
> psychiatrycznym? Nie znam się na tym, ale warto sobie to ustalić i
> to u specjalisty, a nie na forum.
> Jeśli tak, to niepoinformowanie partnera o takiej chorobie może być
> prawną podstawą do rozwodu kościelnego.

to ja bym nie mówiła , bo to zawsze jakaś furtka
ślub jakby nieważny
można wziąść kolejny
witam ponownie na moim forum.. szukam nadal kobiety singielki do 40lat .. po
waszych wypowiedziach.. musze pare rzeczy sprecyzowac..a wiec, twój stan cywilny
bez znaczenia..gdyż jestem po rozwodzie bez dzieci z możliwością wzięcia ślubu
kościelnego.. to tyle, pozdrawiam zapraszam do kontaktu ...
Nie ma rozwodów kościelnych . Moze byc tylko unieważnienie młazenstwa .
Przeczytaj sobie co na ten temat pisze jedna z najmadrzejszych osob na tym
forum.opornik4.
Masz tu link Temat był jak zauwazyłam juz omawiany .
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=83226422&a=83234915
Tak sie pan Joaska podpisal - Krzysztof - jakby byla mezczyzna...
Mezczyzna po rozwodzie, po uniewaznieniu koscielnym swojego
pierwszego malzenstwa, zadowolony bardzo, ze swojej nowej rodziny...
jak rowniez z faktu, ze jego byla/niewazna zona bez niego zycia
sobie nie ulozyla dobrze.
Hmm. Mamy tu jakiego swiatlego analityka-psychologa na forum?
Freudyste najchetniej?
Mowiac szczerze poki Pani Joanna chciala nas nawracac, to mialam do
niej szacunek. Kiedy okazalo sie, ze to Pan Krzystof chcial pokazac
Zlym Kobietom jakie to sa zle, szacunek dla tej przedziwnej hybrydy
stracilam :(
5 lat...
kawał czasu...
weszłam z paniką w sprawie Oli, dziecka, które miało być ciężko chore - na
szczęście nic jej do dziś nie jest, poza jakimiś bzdurnymi alergiami. Rodzice
tego forum dali mi wiele wsparcia i rad.
Następne starcie - Aniołek, po którym nastąpił ślub kościelny, mnóstwo emocji i
chwil, których wolę nie pamiętać. Wasze wsparcie w tym czasie bylo nieocenione
Za trzecim podejściem Mała - i rok walki o jak najbardziej normalne życie dla
niej. życie bez ojca biologicznego, z mnóstwem rehabilitacji i prawnych kłopotów.
Niestety na zakończenie drogi formalnej otrzymałam wyrok. Ja. Osobiście. Dzień
po uzyskaniu w końcu rozwodu. MAm nadzieję, że się nie potwierdzi, ale na to
jeszcze poczekam. Nadzieja matką głupich, a ja mam większość objawów z "wyroku"
pierwszych badań, więc... no cóż, wiem chociaż na co umrę :)
Chcę tylko parę lat, żeby zobaczyć jak rosną dziewczynki
metamorphosis4 napisała:

że coraz latwiej jest uzyskać decyzję o nieważności
> ślubu koscielnego, a najczęstsza przyczyna (honorowana przez sąd
> Kościelny!) jest niedojrzałość do związku jednego z partnerów.

No i tu bylaby ewentualnie szansa, bo oboje bylysmy malolatami.
fakt, ze oboje prawnie moglismy juz wtsepowac w zwiazki malzenskie,
ale ja doslownie mialam 18 lat a on 21, kiedy sie pobralismy. Moze
wiec vt mozna bylo probowac w ten sposob...A poza tym zawsze jescze
moge polecic ksiedzu lekture moich wpisow na paru forach Gazety -
stwierdzenie choroby psychicznej murowane!

> Skąd mu w ogóle przyszedł do głowy taki twór jak "rozwód
kościelny".

To nawet nie jemu samemu, po prostu zjakiegos powodu mu kiedys
powiedzialam ze nie moglabym juz zawrzec slubu w KK, bo tam mozna
tylko raz. No wiec on uwaza, ze w zwiazklu ztym jestem w pewnym
sensie w dalszym ciagu zona swojego bylego meza. Coz, ja bym
powiedziala, ze "prawie", a prawie robi roznice, ale staram sie
zrozumiec ze moj obecny chlop jest po prostu o to zazdrosny. No ale
powniewaz jest takze w miare rozsadnym czlowiekiem, mam nadzieje ze
zaakceptuje fakt iz pewne rzeczy sa niewykonalne.

A swoja droga mam kolezanke, ktora usunela ciaze. I tak dlugo
chodzila i szukala, az znalazla ksiedza ktory ja za to rozgrzeszyl.
Czyli wychodzi na to, ze rozwod to "zbrodnia" wieksza niz aborcja,
bo ja bym przeciez nie dostala. Ideologia KK nie do konca jest dla
mnie zrozumiala...
mamalgosia napisała:

> katriel napisała:
>
>
> > a) Dlaczego rozwody są złe? Bo cierpią na nich dzieci.
> Wierzymy w nierozerwalność małżeństwa, tak? Dzieci nie mają tu nic
> do rzeczy (tzn do tej nierozerwalności, bo że cierpią to jednak jest
> prawda)

No, to wlasnie Katriel pyta, dlaczego sie nie argumentuje z tego, co
najistotniejsze, czyli z nierozerwalnosci, tylko socjologizuje o dzieciach!

Z tym, ze ja bym powiedziala tak - to zalezy na jakim forum sie uzywa
okreslonych argumentow. Na forum koscielnym pierwszy argument powinien byc na
pewno z wylacznosci i nierozerwalnosci. Ze malzenstwo jest jedno i
nierozerwalne, jak zwiazek Chrystusa i Kosciola, ze zony sie nie oddala,
albowiem "na poczatku tak nie bylo", koniec kropka. Dalsza argumentacja jest -
choc niewatpliwie cenna - wobec tej jedynie sluzebna. Te racje musza byc tu
uszeregowane hierarchicznie, bo jesli zabraknie ich fundamentu, to wlasnie sie
moze pojawic pytanie "dlaczego Kosciol wobec tego nie pozwala na rozwody
przynajmniej bezdzietnym?".

Natomiast zakladam, ze na forum swieckim Kosciol moze i powinien uzywac z rowna
moca argumentow odwolujacych sie do innych sfer: prawa naturalnego, potocznego
doswiadczenia itd. Tu mozna powiedziec: nawet jesli nie podzielacie naszej wiary
w to, ze jeden mezczyzna jest przeznaczony dla jednej kobiety, to zgodzcie sie,
ze ich dobrowolne rozstanie moze przysporzyc cierpienia innym osobom, za ktore
oni sa odpowiedzialni jako rodzice.
Latwiej w druga strone chyba. Czyli jak na kazaniu slysze TYLKO o tym, ze z
powodu rozwodow cierpia dzieci, to mam poczucie, ze ktos tu jest nie na swoim
miejscu.

Natomiast, w mediach - rzeczywiscie trudniej. Ale byc moze miejsce wyrazania
tych pogladow jest wtorne wobec wlasnie przejrzystosci stanowiska.

Mowimy np., ze prawdziwe malzenstwo katolikow powinno byc koscielne, ale mimo
wszystko uznajemy - na forum zewnetrznym - ze lepsze bodaj tylko cywilne, niz
"wolny zwiazek". I tu sie moze juz pojawic argumentacja spoza porzadku czysto
konfesyjnego: bo mimo wszystko w zwiazku tylko cywilnym wieksza jest moc
wzajemnych zobowiazan malzonkow, bo lepiej zabezpieczone jest dobro dzieci itp.
Wazne, zeby to umiec precyzyjnie wyeksplikowac - ze to nie to, iz Kosciol nagle
zaczal "uznawac" sluby cywilne za rownowazne koscielnym, tylko ze przyjmuje do
wiadomosci ich istnienie w spoleczenstwie, i zauwaza, ze i one moga stanowic
jakas wartosc w porownaniu z innymi formami zwiazkow.
bene_gesserit napisała:

> Jest rosnaca grupa kobiet w Polsce, ktora nazywa sie 'nowymi >feministkami' i
prezentuje feminizm w wersji zgodnej z KK.

*Interesujace. Niedawno, na ktoryms z forow, dalem wyraz przekonaniu, ze
niedlugo kk wymysli takiego wlasnie trojanskiego konika. Okazuje sie, ze on juz
sobie tupta. A to ci niespodzianka...

Powiedz mi Bene, dlaczego femnistkom zalezalo i zalezy na prawie kobiet do
decydowania o losach wlasnej ciazy(?)

Czy prawo to nie bylo uzasadniane troska o kobieca suwerennosc, godnosc,
zdrowie, niezaleznosc...(?)

Ciekaw jestem w koncu jak te koscielne feministki interpretuja w.w. wartosci.
Czy tak samo? Chyba nie - nie uwazasz? Czy jest zatem z czego sie cieszyc, skoro
ruch kobiecy pchniety wlasnie zostal w wewnetrzny konflikt, ktorego celem jest
wyeliminowanie czy oslabienie feminizmu oryginalnego.

Osobiscie nie wyobrazam sobie udzielania poparcia "feministkom" stojacym przy
koscielnej doktrynie dot. np. rozwodow. Akceptowane prawo cywilne jest zaledwie
zgnilym kompromisem a katoliczki obowiazuje wyznawanie zasad koscielnych. Do
ktorych powszechnego obowiazywania beda z pewnoscia dazyc. Z ktora z tych wersji
utozsamial sie zatem bedzie ruch feministyczny o dwoch jakze roznych obliczach?

Zgadzam sie, ze dla wspolnej sprawy nalezy najpierw szukac tego co laczy. Nie
jestem tylko pewien czy zawsze sie to oplaca.
supaari napisał:

> 1. Nie ma rozwodów kościelnych, więc nie kłam.

Rozumiem, że w Twoim kościele. U katolików ogólnie - są rozwody!
Nazywa się to unieważnienie małżeństwa. Skutek ten sam, bo można
zawrzeć drugie małzeństwo kościelne, a o to chodzi. Nawet znawca
Biblii Opornik napisała jakie warunki trzeba spełnić

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=83157609
> 2. Powtarzalność sakramentu małżeństwa wynika jedynie z
wdowieństwa.

Rozumiem, że w małżeństwach są ludzie emocjonalnie dojrzali.
Gratuluję. Czyli nie ma alkoholizmu, przemocy, niedojrzałości i
niechcianych ciąż pochodzących z gwałtów w małżeństwie. Nie ma zdrad
i jest tylko miłość bliźniego i szacunek oraz warunki życiowe na
odpowiednim poziomie. Masz rację. Z takiego małżeństwa tylko idiota
chciałby zrezygnować i jeszcze dopłacić, aby go ktoś rozwiódł.
No to dlaczego katolicy chcą unieważnienia ślubu kościelnego?
krytykantka07 napisała:

> supaari napisał:
>
> > 1. Nie ma rozwodów kościelnych, więc nie kłam.
>
> Rozumiem, że w Twoim kościele. U katolików ogólnie - są rozwody!
> Nazywa się to unieważnienie małżeństwa. Skutek ten sam, bo można
> zawrzeć drugie małzeństwo kościelne, a o to chodzi. Nawet znawca
> Biblii Opornik napisała jakie warunki trzeba spełnić
>
> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=83157609

Powtarzam: nie ma rozwodów kościelnych. Jest możliwość unieważnienia, ale to nie
to samo. Jednak żeby zrozumieć różnicę trzeba posłużyć się logiką, a nie
intuicją, więc zapewne nie dasz rady...

> > 2. Powtarzalność sakramentu małżeństwa wynika jedynie z
> wdowieństwa.
>
> Rozumiem, że w małżeństwach są ludzie emocjonalnie dojrzali.
> Gratuluję. Czyli nie ma alkoholizmu, przemocy, niedojrzałości i
> niechcianych ciąż pochodzących z gwałtów w małżeństwie. Nie ma zdrad
> i jest tylko miłość bliźniego i szacunek oraz warunki życiowe na
> odpowiednim poziomie. Masz rację. Z takiego małżeństwa tylko idiota
> chciałby zrezygnować i jeszcze dopłacić, aby go ktoś rozwiódł.
> No to dlaczego katolicy chcą unieważnienia ślubu kościelnego?

Odbiegasz od tematu. Bez względu na to jak wygląda małżeństwo - jeśli jest
zawarte w sposób właściwy, według KK jest nierozerwalne. I choćbyś całą swą
intuicję zaprzęgła do roboty - nie zmienisz tego.
Jeszcze raz powtarzam - CHRZESCIJANIE POWINNI UNIKAC
ZWIAZANIA SIE Z ATEISTA I NA ODWROT.
Opornik4-nie wysilaj sie,dostaniesz despepsji lub zatwardzenia. >
Mielismy tu,na forum watek ateisty,ktorego malzenstwo
> skonczylo sie rozwodem.
A "koscielni" zyja szczesliwie i w 100% ida do nieba? Anioly
chwilowo na Ziemi,szlachetni,humanitarni,wzor wszelkich cnot i
uczuc,postepu i spoleczenstwa obywatelskiego?Hipokryzja i glupota!!!
ja mam pytanie
Dlaczego w rozwodzie w ogóle pojawia się 'wina'? Czy o winie mowa tylko gdy chodzi o ślub kościelny? Czy może też o ślub cywilny (bo od tego zależy podział kasy, alimenty ..)? Ale na tym forum o winie mówią także ludzie, którzy nie mają dzieci, nie mają problemów z kasą (żadnych kredytów, osobne konta) ...
Z tego co wiem, w naszy kraju (nie jestem z Polski) można się cywilnie rozwieść kiedykolwiek, bez żadnego orzekania winy itp. Takie pojęcie nawet nie istnieje. Nie chcemy być ze sobą - i tyle. Gorzej jest, gdy są już dzieci, ale i wtedy nie słyszałam, żeby była mowa o jakiejś winie ... A może to się po prostu inaczej nazywa?
RUTH ja bardzo dobrze wiem co czujesz. I już wiele przeszłam. Od 6 m-cy
jesteśmy po ślubie. Poznałam mojego J. długo po rozwodzie.
Jeśli chodzi o unieważnienie kościelnego to będzie ciężko- ja nawet nie
próbowałam - zresztą nie miało to dla mnie takiego znaczenia.
O tamtej kobiecie na początku myślałam, ale wiem, że nic dla niego nie znaczy i
gdyby nie dziecko to nie chciałby jej znać.
Czytuje macochy no i faktycznie z uzalaniem się tam - zwłaszcza co do uczuć
negatywnych w stosunku do dziecka - nie ma szans.

> Jego dziecko mnie lubi. Ja tez je lubie, jako osobe. Jako dziecko mojego
> faceta - nienawidze tego, ze istnieje. Siebie tez juz nienawidze. Nie ma dla
> mnie dobrego rozwiazania. Uplyw czasu nic nie zmienia. Czuje tylko, ze sie
> starzeje i moje zycie prowadzi donikad.

Mam identyczne odczucia. Chociaż jest różnie. Czasem jest okej, czasem mam mega
doły. Ciężko znaleźć rozwiazanie - można się rozstać i nie cierpieć, albo
zaakceptować sytuację jaka jest.
Poszukaj o unieważnieniu kościelnego ślubu gdzieś na forum, ale z tego co się
orientuje to trwa wieki.
Najlepiej weźcie cywilny i planujcie rodzinkę. Nie zamartwiaj się i życzę Ci
dużo powodzenia
K.
To ja biore ślub kościelny,więc goście nie muszą być wierzacy.
Teściowa z racji rozwodu została wykluczona z grona mogacych
przystepować do komuni. Z racji zacofania księdza proboszcza wręcz z
Kościoła. Nie zrezygnowała jednak z wiary -podziwiam ja za to.
Wiem,że kwestia komunii jest dla niej ważna, nie tylko ze względu na
ślub. Sama nie zapyta ze względu na osobe księdza. Pytam więc ja na
forum. Większość rasczej interesuje ideoligia pytania a nie
odpowiedż na nie. I to ma być pomoc ? Dlaczego zamiast odpowiedzieć
na pytanie, bądż nie odczuwacie dziką satysfakcje z ocenienia
innych. Dorobienia do zwykłego pytania głupiej historyjki i "gęby".
Nie mierzcie innych swoja miarą , bo to dopiero jest żałosne
ciekawe pytanie wsrod niewielu z tego forum ;) my z m.wzielismy oczywiscie tak
jak ja chcialam :) cywilny i koscielny w ten sam dzien lecz to ze wzgledu na to
ze jestem baaaaardzo wierna tradycji i chcialam tak jak nasi rodzice,inne pary
co znam co najpierw cywilny mialy pozniej koscielny zazwyczaj nie umialy sie
zdecydowac na ten ostateczny krok(koscielny tam nie ma rozwodow of kors)albo
dziecko bylo w drodze i dodatkowo brak funduszy pozdro :)
Twoj partner ewidentnie Cie oszukal w waznej sprawie... Gdybys miala z nim slub
przyslugiwalby Ci nie tylko rozwod, ale i stwierdzenie niewaznosci slubu
koscielnego.

Dobrze sie zastanow, czy na pewno nie chcesz dzieci. Moze za rok czy dwa
przyjdzie takie pragnienie i bedzie bardzo silne? Skoro weszlas na to forum i
napisalas ten post - coś musi być "na rzeczy".
Pozdrawiam.
Witam Babarubo. Jak sądzę jestes juz po rozwodzie, a może to jeszcze nie koniec. Jestem bardzo ciekaw jak czujesz się teraz. Wolna jak ptak, szczęśliwa, ze wszystko sie skończyło? Sądzę że tak, tylko skąd ta cisza. Czyżbyś nie chciała podzielić sią z nami swoja radością. No tak nie masz na to czasu. Trzeba się zabrać za sprawy unieważnienia małzeństwa kościelnego. Bo przecież jak się jakiś trafi to lepiej mieć wolną rękę. Ech Babarubo jak się Ciebie czyta to nie wiadomo czy się smiać czy płakać.
Wiesz co jestem bardzo ciekaw co twój eks (a moze dopiero przyszły eks) napisałby na tym forum na Twój temat. To by była chyba bardzo ciekawa lektura, a moze i nauka dla podobnych Tobie.
> To ciekawe, że jesteś po rozwodzie, a nie godzisz się na nieważność
kościelną..

Kogo jak kogo, ale Ciebie Tri to nie powinno dziwić. Jesteś tu na forum chyba
najbardziej świadom tego czym się różni rozwód od stwierdzenia nieważności.

Skoro się rozwiodła to jest tylko uznanie, że małżeństwo nie wyszło i trzeba
się było rozstać (to każdy wcześniej czy później przyjmuje do wiadomości).

Stwierdzenie nieważności to uznanie, że małżeństwa nigdy nie było. Czyli żyło
się przez ileś lat w iluzji i ktoś to teraz oficjalnie stwierdza. Czyli było
się oszukanym przez osobę, którą uważało się za najbliższą.

Co innego gdy unieważnienia chcą obie osoby, ale gdy to jedna nagle pod jakimś
naciąganym pretekstem udowadnia, że wszystko było fikcją, to chyba można mieć
problem z pogodzeniem się z tym???
crax napisał:

> "Poza tym nie wiem jakie "ogromnie kosztowne" ,duzo tansze niz rozwód i mja
sta
> ła opłate sadowa jak to w sądach"
>
> Unieważnienie kościelnego slubu to koszt około 10 000 (słownie: DZIESIĘCIU
TYSI
> ĘCY złotych). Rozwód cywilny to około 500 (pięciuset).

Nie wiem skad masz takie sensacyjne informacje. O ile wiem w sadzie biskupim
uniewanienie kosztuje od 300 (jedna rozprawa) do 600 (kolejna) złotych. Kiedys
było o tym nawet na forum-radze poszukac.
Co do rozwodów to zazwyczaj dlugo się ciagną i zazwyczaj trzeba wynając
adwokatów ,ktorzy wezma raczej wiecej niz 500 zł ...
Dodam jeszcze ,ze uniwaznienie musi miec konkretne powody zaistniale w momencie
zawierania malzenstwa nie po zawraciu jak w przypadku rozwodów. No chyba,ze
ktos okłamie sad biskupi,ale trudno tu wtedy mówic o ortodoksji katolickiej...
>
Nie ma czegoś takiego jak unieważnienie ślubu kościelnego !
Jest proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa . A to nie to samo !

Sąd biskupi rozpatruje, czy małażeństwo było ważnie ( lub niważnie ) zawarte.
Nie można unieważnić ślubu lub przeprowadzić rozwodu kościelnego.

Jestem w trakcie takiego procesu. Wiem co mówię.
Aha, polecam zainteresowanym stronę www.katolik.pl ( a na niej forum pomoc ).
IWA. Napisałaś dokładnie to, oczym myślałam pisząc 24.05. Nie chodziło mi o
kler, czy kawalerów w sutannach. Wiele lat temu przeszłam to. To bardzo trudne
przeżycie. Trzeba przygotować się na pranie psychiki.
Wcześniejsza dyskusja na forum o prawdach Pisma św. na temat małżeństwa,
wymaganie rozwodu cywilnego przed rozprawą o unieważnienie kościelnego/co to ma
do rzeczy?/, jak również bulwersujący fakt, że dla głów koronowanych /czytaj
księżniczka Monaco/ jest specjalny Sąd w Watykanie, świadczą, że prawo
kanoniczne jest bardzo niedoskonałym PRAWEM LUDZKIM, a roztrzyga o boskich.
Polecam forum www.katolik.pl tam wejdz w forum dyskusji bodajze i poszukaj albo
w postach albo przez wyszukiwarke albo sama zadaj pytanie. Mnie sie nie otwiera
ta strona ale moze tylko chwilowo. W razie gdyby strona padla tyle co pamietam
to zglos sie do kurii biskupiej albo nawet do swojego proboszcza. Wiem, ze sa
przez kosciol dosc scisle okreslone warunki, jakie musi "spelnic" strona, ktora
jest powodem umniewaznienia malzenstwa. Np ze slub zostal zawarty pod przymusem
(presja rodziny), ze nie malzenstwo nie moglo byc skonsumowane, ze malzonek
jest niepocztalny lub chory psychicznie (np depresja, schizofrenia), ze
malzenstwo zostalo zawatre niejako nieswiadomie bo bylo sie osoba mocno
niepelnoletnia i nie bylo sie dojrzala do takiego kroku lub w inny sposob nie
wiedzilo sie co sie robi(narkotyki, alkohol). Nie pamietam tego dokladnie.
Trzeba to wszystko oczywiscie udowodnic czyli orzeczenia lekarskie, swiadkowie
itd. Jesli sa dzieci bedzie trudniej. Ale nie jest to niemozliwe. Sad biskupi
przeprowadza badanie cos w rodzaju sledztwa a potem jest cos w rodzaju
rozprawy. Nie wiem , jak to sie wszystko po koscielnemu nazywa i wiecej nie
pamietam. Czytalam to kiedys tak z ciekawosci bo zawsze sie slyszy ze nie mozna
dostac rozwodu w kosciele wiec mnie to zaciekawilo ze jednak mozna tylko sie to
inaczej nazywa. Ja na razie Bogu dzieki nie musze sie tym martwic (a pewnie
moglabym udowodnic ze przysiega niewazna bo skladalam ja po angielsku i moge
wmawiac ze nie wiedzialm co mowie hi, hi)
MI
nie udzielam sie zbytnio na forum ale nie zdzierzylam
dlaczego po rozwodzie koscielnym wg Ciebie zostaje sie "bekartem" a po cywilnym
nie?
i wogole coz to za terminologia w 21 wieku!!!!!
rodem z Tredowatej i bog wie jeszcze skad
pozdro
yoko
Skad ten komentarz? Pan Karol jezdzil po swiecie od poczatku swego pontyfikatu
i trzeba go tylko podziwiac, ze jeszcze mu sie chce i ma sile. Niech sobie
jezdzi na zdrowie, podobnie jak to sie ma z jego tworczoscia literacka - jeden
warunek: JAKO "PAPA EMERITUS". A na tronie apostolskim niech zasiadzie ktos,
kto m nieco wiecej werwy i rzutkosci niz ten przemily i godzien za swa
przeszlosc najwyzszego szacunku schorowany staruszek.

Wlasnie miedzy innymi dzieki brakowi stanowczosci i rzutkosci w podejmowaniu
decyzji przez Papieza kosciol katolicki gnebiony jest kolejnymi skandalami,
podwazany jest jego autorytet i rujnowany dorobek, jaki powstaje dzieki
wspanialej dzialanosci charytatywnej i edukacyjnej tej z gruntu rzeczy
wznioslej i cudownej instytucji. Ogloszenie cudu lub dolozenie do panteonu
swietych kolejnego czlowieka czy tez nawet kolejne tournee objazdowe, nie
odwroci kryzysu w jaki wchodzi obecnie KK.

Podsumowujac - Pan Karol Wojtyla (lub jak kto woli Jan Pawel II - skoro Norma
Jean Mortenson Baker mogla sie nazwac Marylin Monroe, to niech i jemu bedzie
wolno, w sumie tez robi w showbiznesie) dokonal wielu czynow, za ktore godzien
jest najwyzszego szacunku, lecz moim skromnym zdaniem teraz powinien odejsc na
zasluzony odpoczynek, przekazujac swoj urzad w rece mlodszej i prezniejszej
osoby, ktora dokona w KK niezbednych reform:

1. Zniesie celibat ksiezy.
2. Zezwoli na wstepowanie kobiet do seminarium duchownego i sprawowanie przez
nie funkcji kaplanskich.
3. Wprowadzi kadencyjnosc urzedow koscielnych od biskupa w gore.
4. Zniesie obowiazek indywidualnej spowiedzi.

Pozostanie sporna kwestia rozwodow (jestem za ich uznaniem) i aborcji (jestem
przeciw liberalizacji)- tu jednak swiadom jestem, ze KK ma zwiazane rece, bo
latwo znalezc cytaty w Biblii zakazujace tych zjawisk.

Pokoj z wami, bracia i siostry. Amen.

PS. Osobom, pragnacym ze mna polemizowac, polecam przeczytanie calosci
dyskusji - gdyz tam podaje argumenty popierajace moje propozycje:
www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=50&w=4033438&a=4034231

PPS. Gdyby ktos sie oburzal za sformuowanie "pan Karol" - czy "Pan Jezus" jest
obrazliwe? Dlaczego osoba mieniaca sie nastepca Nazarejczyka ma przybierac
bardziej gloryfikujace tytuly niz SAM BOG?
zxcvbn1 napisała:

> Ty - klara.brzoza vel burczykowa - wszystko jedno, jak widać.

ie wszystko jedno!

> > Cos się tak uparła na to LMM?!?!?!
>
> A bo to taki ogólnopolski autorytet w dziedzinie LMM. I jest w linkowni.

Tak, w linkowni jest też np. npr.prolife.
Nie mam do czynienia z poradnictwem kościelnym, mało tego- niektórzy moi
uczniowie sa po rozwodach. Dla nich ma byc LMM???
>
>
> > Co do LMM- klara tej metody NA PEWNO nie stosuje (o ile pamietam- jest
> > wyznania anglikańskiego)
>
> Ooo... świetnie się znacie. Zakładając nawet że jesteście "innymi osobami" -
> duuuuuużo o sobie wiecie...

Wystarczyło dokładnie poczytać o tym, z jakich powodów bezgrzesznie może
stosować prezerwatywy.
>
> > W kwestii LMM- juz sobie wyjasniliśmy.
>
> O cholera!!! Ty/wy jesteście facetem!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie, ale na forum jest np. Artus- on chyba kobietą nie jest???
>
> No widzisz - znowu sama sobie przeczysz. Te "parę pomiarów"...

W czym sobie przeczę?

>
> Tak... Ciężko się przyznać do błędu? Tak bywa.

Do czego mam się przyznać? Do jekiego błędu?

Śmiem podejrzewać, że to Ciebie
> dotknął wtórny analfabetyzm, a nie mnie, co widać w wymienionych przeze mnie
> wątkach.

Po tylu godzinach przed komputerem- bardzo mozliwe...

> A może genepis to też Ty?

Nie wiem, może, przecież wszystko jest mozliwe.
>
> > Jak to toya stwierdział: "darmowych rad udzielać nie będę".
>
> A co to ma do rzeczy?

Jeśli chcesz dostać na tacy tytuł książki i stronę, to odpowiadam za toya, że
darmowych rad nie bedę udzielać w tej kwestii. Nic to nie wnosi do dyskusji o
NPR i dlatego nie przeszukam swojego księgozbioru w tym celu.

Nie proszę Cię o radę, ale o ustosunkowanie się do swoich
> pochopnych wypowiedzi - żebyś miała szansę obronić się,

czyzby to znaczyło, że mnie w jakiś sposób atakujesz?

czyli wykazać, że
> rozumiesz to, co czytasz.

Od siedzenia przy komputerze pewnie nie umiem czytać ze zrozumieniem.
to zalezy o jakiej przysiedze mowisz: tej w kosciele czy tej w USC?

jezeli chodzi o ta wypowiadana w Kosciele "w obecnosci Boga i ludzi" to
nie ma tu nad czym dyskutowac. Slub koscielny jest z definicji
zawierany do momentu az jedno z malzonkow umrze i nie ma tu wogole miejsca na
jakiekolwiek dywagacje o rozstaniu.

Natomiast slub w USC to wedlug mnie nic wiecej jak cywilno-prawna umowa, ktora
powoduje ze w swietle prawa polskiego dwoje ludzi zyskuje pewne prawa i
obowiazki na ktore godza sie dobrowolnie. Poniewaz prawo daje mozliwosci
zerwania tej umowy to juz w chwili zawierania zwiazku malzenskiego przed
urzednikiem stanu cywilnego wiemy mniej wiecej na jakich warunkach moze byc ona
rozwiazana. "mniej wiecej" dlatego, ze roznie zycie sie toczy i w chwili
rozwodu sytuacja moze byc rozna i nie da sie tego dokladnie przewidziec.
Nie widze wiec powodow dla ktorych dodatkowo mialoby to sie znalezc w tekscie
przysiegi. Przeciez to wszystko jest zapisane w kodeksach i kazdy kto decyduje
sie zawrzec taka cywilno-prawna umowe powinien byc tego swiadomy. W mysl
zasady "nieznajomosc prawa szkodzi".

bristka napisał(a):

>
> Witam Wszystkich!
>
> Chciałabym zaproponować zastanowienie się nad tekstem nowej
> przysięgi małżeńskiej, ewentualnie czegoś, co mogłoby zastąpić
> tę przysięgę. Czytam to forum już od dosyć dawna i dochodzę do
> wniosku, że dotychczasowa formuła niewielu odpowiada, dodatkowo
> jest przyczyną wielu nieporozumień, stresów, no i rozwodów.
> Ponieważ instytucja małżeństwa jest stworzona dla ludzi, więc
> ludzie powinni zdecydować, co jest dla nich najlepsze, najkorzystniejsze.
> Inaczej będą ciągle dylematy: ja bym chciała ślubu, a on nie
> (albo odwrotnie).
>
> Ja na przykład uważam, że w tekście powinna się znaleźć klauzula o
> warunkach ewentualnego rozstania.
> Żeby nie trzeba było przechodzić przez ten cały korowód rozwodu w sądzie.
> No a na początku powinno się znaleźć uzasadnienie : dlaczego w ogóle
> zawierane jest to małżeństwo.
>
> Co o tym myślicie?
>
> Pozdrawiam.
>
>
>
otóż - żyć niestety w grzechu musze poniewaz nie dostane rozwodu kościelnego.
Kościół katolicki dopuszcza moją obecność we mszy świętej.
Do stycznia jeszcze niepełnej ( bez komunii ) a od rozgrzeszenia w styczniu -
już z pełnym uczestnictwem. Takie są zasady kośćioła - wg którego - nie żyje w
grzechu.To w sprawie mojej rzekomej hipokryzji, mówie rzekomej ponieważ tak
naprawdę to potrzebowałam wsparcia, takiego potwierdzenia - i przyznam - co
mnie bardzo zaskoczyło - dostałam je na tym forum... Tego sie nie sppodziewałam.
A mojego (jeszcze narazie konkubenta - fuj - brzydkie słowo) kocham szczerze
tylko jak każda myśląca osoba mam jakieś chwilę zawahania, takiej chwili
słabości .. I to nieprawda, ze wtedy "jak w dym" do ukochanej osoby - bo - już
słysze: "Co to za związek który problemy roziązuje na forum i inetrnecie" - nie
koniecznie
Ja wlaśnie chciałam opinii takiej postronnej, na szybko, pisanej.
Swój problem przejaskrawiłam nieco - tak naprawde - to bylam podobnego, no i
oczywiście nadal jestem, zdania, że nasz troche odmienny stosunek do kościoła
nie jest aż tak razącym problemem.
I szczerze dziękuje za potwierdzenie - że mam racje, że naprawde ... sa wieksze
problemy. To jajeczko - nie swiecone - troche mnie mierzi, ale - gdy siada ze
mna do stołu nie odrzuca go od święconki. To tak w dużym skrócie.
I dzięki ogromne za wszystkie posty, nawet te o "typowy okaz ciemnogrodu".
A juz do lez rozbawił mnie pan ktory pisal o kocie smazonym nad kuchenka- nawet
pokazalam ten wpis dla mojego faceta - usmial sie rowniez i mowi "wiec masz sie
cieszyc ;)"
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zycze samych udanych zwiazkow.
Beata
CHRZEST - ponownie i prosba o pomoc
Witajcie
Szukalam w watkach o Chrzcie czy moze znajde cos co by mi pomoglo ale
nie.Dlatego pisze w osobnym watku.
Prosze o pomoc i podpowiedzi - pewnie moj nick(wymyslony na potrzeby innego
forum) juz niektorych zrazil do mojej osoby ale sprobuje...
Moja sytuacja przedstawia sie tak - jestem w nieformalnym zwiazku z
rozwodnikiem.Rozwodnik ów miał ślub kościelny .Nie mamy slubu cywilnego bo do
niczego nam nie jet potrzebny.W swietle prawa jestem samotna matka dwojki
dzieci .
Pierwsze dziecko mam z poprzedniego malzenstwa (tylko slub cywilny) - moj
byly malzonek za chwile stanie przed ołtarzem z nową wybranką.
Drugie dziecko jest z tego związku - nieformalnego.No i zbliza sie czas
Chrzcin naszej córeczki .
Chrzesny , którego dla niej wybralismy jest wobec Kościoła o.k.
Jednak bardzo chciałabym aby Chrzesna została moja Bratowa.Bratowa jest w
formalnym związku (ślub cywilny) z rozwodnikiem, który miał ślub kośielny z
poprzednia żoną.I co teraz?
Czy są szanse na Chrzest z udzialem Bratowej jako chrzesnej.Pytam i prosze o
rade dotyczaca formalnosci gdyz na tematy sumienia nie chce sie wypowiadac i
klocic.Ja uwazam to z wielka hipokryzje, to co mnie otacza.
Uwazam ze ani ja ani Bratowa nie powinnysmy byc postrzegane zle przez Kosciol
w sytuacji gdy pokochalysmy rozwodnikow , poznajac ich dawno po rozwodzie , a
wiec nie majac wplywu na ich malzenstwo.
Uwazam tez ze smieszna jest sytuacja mojego bylego meza w tym wzgledzie.Jako
kawaler zostal ojcem chrzesnym chlopca .Potem ozenil sie ze mna , mamy syna
ale slubu koscielnego nie zawarlismy.A wiec wedle tego co mowi Kosciol to
nieodpowiedni Chrzesny.Jednak teraz jest rozwiedziony , ozeni sie w Kosciele
i znowu bedzie przykladnym Ojcem Chrzesnym.
Dla mnie najwazniejsza jest milosc , zaufanie i cala masa rzeczy , ktore
chrzczacych dzieci Ksiezy w ogole nie interesuja.
Dlatego prosze o porade w kwestii formalnej - jak zalatwic sprawe Chrzcin
mojej - naszej coreczki.
Najpierw historia (bez moralu).
Dziewczyna, ktora odzyskala autentyczna wiare jako dojrzala osoba, a
utwierdzila sie w niej takze przy pomocy faceta, gleboko wierzacego, prawie juz
pogodzonego po rozwodzie ze swoja samotnoscia. Oni, i nie tylko oni, mowili, ze
sa dla siebie nawzajem stworzeni. Mowili, ze nigdy i z nikim nie odczuli
takiego duchowego porozumienia i bliskosci. Ale on mial za soba sakramentalne,
studenckie malzenstwo, z osoba, ktora nie dojrzala do bycia zona i matka, nawet
kiedy sie nia stala - psychiczne uzaleznienie od rodzicow, nieumiejetnosc
podejmowania wspolodpowiedzialnosci za decyzje. Bylaby to - mocna, do
udowodnienia - podstawa do podjecia proby uzyskania stwierdzenia niewaznosci
malzenstwa.
Nie sa razem. Pozegnali sie - to zabawne, ze wlasnie na tym forum padlo zdanie
o "niezyciowosci jakichs tam psalmow" - slowami jednego z psalmow, ktory mowi o
domu Pana, przygotowanym dla tych, ktorzy umieja "dochowywac przysiag dla
siebie niekorzystnych".
Ta dziewczyna zapytala o swoja przyszlosc najpierw Boga, potem swojego serca (a
ludzi nawet nie zamierzala pytac).

Oczywiscie, ta historia nie oznacza, ze kazdy jest zobowiazany do heroizmu
wyborow wylacznie i absolutnie zgodnych z wola Boza - mamy ten nasz nieszczesny
dar wolnosci i korzystamy z niego, jak umiemy.

Ty, wrono, kochasz swojego meza i dokonalas wyboru.
Ale, tak sobie mysle, trzeba jednak odpowiedziec sobie, we wlasnym sumieniu, na
jedno powazne pytanie: czy chcesz sakramentalnego małzenstwa dla potwierdzenia
milosci powaga sakramentu, czy dla potwierdzenia jej w ludzkich oczach. Jesli
to drugie, to tak naprawde niewiele by sie Twoja motywacja roznila od
motywacji, ktora przypisujesz swojej tesciowej w zwiazku ze slubem Twojego
meza...

Orzeczenie sadu koscielnego moze byc dla Ciebie korzystne lub nie - wazniejsze
jest jednak, zebys nie stracila kontaktu z Bogiem (a stracic go mozna rowniez
samemu zawierajac malzenstwo - chocby i "koscielne" - niegodnie, bez glebokiego
przekonania o sensie tego aktu, jakim jest milosc).
Jestes czastka Kosciola, nawet jako zona rozwodnika - nie masz tylko dostepu do
sakramentow. Moze latwiej Ci bedzie odnalezc sie w duszpasterstwie dla par
zyjacych w zwiazku niesakramentalnym - w Warszawie prowadza jej jezuici, w
Krakowie jest przy parafii św. Krzyża.

A jesli - w co wierze, i co najwazniejsze - pierwszym i najwazniejszym
przykazaniem jest milosc, to wlasnie milosc bedzie Ci kiedys policzona.

Zapraszam na priv, jesli chcesz pogadac (ja jestem wprawdzie katoliczka
gorliwa, ale nieortodoksyjna, nie gromie i nie gryze).
chalsia napisała:

> >A tak na poważnie,to
> > myślałam o spróbowaniu unieważnienia ślubu w kościele i pracuję na moim m
> ezem
> w
> >
> > tej kwestii,

Ujme to może delikatniej niż chalsia, ale jak się ma chłopa z "odzysku" tak jak
wiekszosc na tym forum i jeszcze na dodatek ten chłop ma juz dzieci z ex, to ja
sobie nie wyobrazam aby "załatwiać" jakies rozwody kościelne, a zasadniczo
uniewaznienia małżenstw.
Ja sie pytam po co to komu?
Przysiega sie przed Bogiem i tylko Bóg moze ta przysiege uznac za niebyla.
Po co zatem?
Zeby sie przeleciec do oltarza i z powrotem?
I co, przedtem jak tamtej przysiegał to karabin mial do glowy przystawiony, a
teraz to juz "dojrzał"?
To przede wszystkim brak szacunku do Niego, przekreslenie jego dotychczasowego
zycia, uznanie że dziecko (w końcu cząstka Jego) to jakas pomyłka, a przede
wszystkim robienie sobie jaj z sakramentu!
Jesli juz "grzeszymy" w mysl wiary kk, to nie dokładajmy do tego świetokractwa!
Sorry, może nie jestem "dobra katoliczka", bo w końcu żyję z facetem, który
kiedys tam przed Bogiem przysiegal innej, ale nigdy nie osmieliłabym się
kwestionowac tamtego sakramentu.
I po za tym byłabym szczesliwsza, gdybym tamto podeptala?
I co moje wtedy byłoby świetsze?
Sorry, że jakos mi to chaotycznie wyszlo, ale co innego jest grzeszyc, a co
innego bluźnić. Dla mnie namawianie naszych facetów do uniewaznienia tamtego
małzeństwa w kościele to bluźnierstwo i tyle. Trudno, Bóg nas kiedyś osądzi,
ale ponowny slub koscielny??? No ja naprawde nie wiem jak komuś i w czym niby
mialoby to pomóc?

> Sorki, ale dla mnie to jest jakieś takie wstrętne .........
> Twoje prawo miec swoje chcenia i marzenia ORAZ jasno je mężowi przedstawić.
Ale
>
> reszta jest kwestią jego sumienia (i poczucia przyzwoitości). To nie rola by

>
> uprawiać czy na niej pracować.
>
> Pozdrawiam,
> Chalsia
I juz czerwiec... jakies nowiny?
Haje, dziewczynki,
Juz wyladowalam po deszczowym urlopiku w Polsce. Teraz slonce wali mi po oknach
biura i marze zeby sie tylko stad wydostac... ;o)... Przyznam sie, ze liczylam
na dlugie czytanie postow i nowinki ze swiata super kobitek z pozakrecanym
zaciem.. a Tu tylko jedna wiadomosc od Kasi... hmm... no to ja mam nowe
informacje... co prawda nie tak wybuchowe jak ino, i tylko planowe, ale
przynajmniej ulozyla nam sie sciezka dzialania... ;o9:
Kolejny kolega skonsultowany - tam razem w PL - w naszej sprawie twierdzi,
ze "spokojnie" uda sie uzyskac rozwod w Polsce, bo taki brak pozycia i
porzucenie wraz z uprowadzeniem dziecka to powinien byc wystarczajacy
argument... Tez sie optymistycznie wypowiadal o mozliwosci uniewaznienia slubu
koscielnego, tylko radzil zaczekac jeszcze kilka miesiecy, (argument rozsadny,
ale nawet na forum nie moge wyjawic).... Nie mogl moj ukochany jeszcze zlozyc
pozwu, bo dokumenty (akt slubu itd) zostawil w domu, wiec niestety bedzie
trzeby czekac do nastepnego kursu do Polski (i to kilkudniowego). Wiec w
wariancie optymistycznym lipiec, w pesymistycznym moze dopiero sierpien a nawet
pazdziernik.... Bardzo mnie korci, zeby mego chlopa w tym pogonic, ale nie chce
tez by sie czul ze to ja dzialam... Postaram sie mu zaufac ze przypilnuje zeby
to bylo jak najszybciej... - pwenie i tak sad w sierpniu nic nie zrobi a przez
wakacje moze sprawe zgubic.. hmm....
Pytanie tylko, ile to wszystko moze potrwac...
Na poczatku jak sie dowiedzialam to dalam mu czas do lutego 2007. chcialabym
zeby do tego czasu przynajmniej byla wyklarowana sytuacja... ;o)
Na urlopie (2 dni) w Zakopanem nawet mnie juz moj kochas podpytywal, ilu
bedziemy na wesele zapraszac gosci (no i sie przerazil iloscia skladu
rodzinnego i przyjacielskiego..hihi) ale bardziej na zarty sie przerazil....
Caly czas sie upewnia, czy na pewno bede zawsze Jego itd, wiec patrze w
przyszlosc dosc optymistycznie....
W tej chwili bycie zona jakos nie wydaje mi sie szczytem szczescia... hihihi...
Jestem szczesliwa teraz i mam na co czekac.. a potem to patrzac na fora o
malzenstwie to tylko klopoty... hihihi.....;o)

Zzera mnie ciekawosc, co tam u IWET... jakos zamilkla.... a jak to zwykle
ciekawosc, bedzie nagrodzona tak, ze Iwet napisze, ze troche sie posuneli,
ustalili wspolny cel... ale tez bez rewolucji, ze np. przekupil sedziego
cywilnego i ma juz papier.....szkoda... ;o)....

Odnaleziona? A jak z wasza sprawa?... Jakis termin rozprawy moze? hmm?... to
juz min miesiac minal, prawda? (cza tez jestem zbyt optymistyczna w
postrzeganiu mozliwego tempa dzialania sadow?
;o)

Pozdrawiam was wszystkie serdecznie...
Wiktoria
" Mojego małżeństwa np. w żaden
sposób nie da się przyrównywać do sytuacji Twojej i Qczi."

Jeśli to mówisz jako gorliwy katolik to masz rację!

Ale... i tak mi przykro...
Mój tato rozstał się z matką a mimo to jego następny związek
(niezalegalizowany)... konkubinat po prostu był dla mnie gorszy jako dla
katoliczki ale... mimo wszystko zadawałam sobie sprawę, że to kwestia mojej
wiary i w życiu bym im tego nie powiedziała... (żeby ich nie zranić)bo
wiedziałam, że dla siebie i wg innych ludzi są tyle samo wartym związkiem co
małżeństwa kościelne...
Więc... masz rację po katolicku...
A z niekatolickiego punku widzenia wsadziłeś rydzyszpilę wszytkim konkubinatom
i małżeństwom bez ślubu kościelnego:((((((, wszystkim parom - gdzie jedno jest
po rozwodzie albo nie wierzące... Taaaaak ale jako katolik masz rację.........
Wszystko możliwe dla wierzącego, prawda? Nawet to by moja matka była z ojcem
mimo bicia... bo jak jej teściowa - gorliwa katoliczka- mówiła : bije ją to ją
nie zabije a jak zabije to pójdzie za męczęnnicę do nieba... A ja Bogu dziękuję
(dziś, bo wtedy nie wszystko rozumiałam), że się rozeszli i... oszczędzili mi
połowę piekła (drugą ojciec zafundował mi w pojedynkę)... I dzisiaj czasem
przychodzę do kogoś... i czuję te siekiery w powietrzu wiszące... i... tylko
dzieci żal... bo ja wyjdę do siebie a one... w tym piekle zostaną:(((
Po raz pierwszy Lokator zawiodłam się na Tobie, na mądrości Twojej... więc już
nie mam po co tu wchodzić... Zresztą deja vu pisać ochoty pewnie nie ma, z
resztą mam kontakt a Gall... cóż... uwielbiam go ale nie na tyle by się
poświęcać... mój adres znają, forum 30+ też wiadome... i teraz koniec... Nie
musisz odpowiadać bo nie pofatyguję się by przeczytać... no chyba, że w mailu
jak zwykle...

Wszystkiego dobrego kochani!! I pamiętajcie dobry związek to ze ślubem
kościelnym! A jak już się taki ma to być w nim trzeba dla dobra dzieci... choć
by one z bólu powiesić się miały patrząc na bijących się rodziców albo nie
odzywających się do siebie... i żyjąc w piekle wrzasku albo ciężkiej ciszy...

Jasne chyba, że małżeństwo kościelne - choćby nieszczęśliwe najbardziej- jest
lepsze i bardziej moralne od związku niekościelnego!! Każdy katolik to wie!! I
każda katoliczka!! Więc się nie dziwcie jak mąż żonę tłucze (albo ona jego)
albo milczą do siebie a mimo to są razem... to tylko dla "dobra" dzieci no i
oczywiście dla dotrzymania przysięgi przed Bogiem złożonej!
No ok, jestesnie po slubie cywilnym, jednak i ja i inne forumowiczki
potrafia uwaznie czytac posty a sposob formulowania Twoich mysli byl
taki, ze z tekstu pisanego wyraznie wynikalo, ze jestescie jedynie
zareczeni, a slub macie w planach. No sorry kochanije ale uzywanie
odpowiedniego czasu np. przeszlego zamiast terazniejszego jest
wazne, zeby dobrze zrozumiec, ze juz wyszlas za maz (trzeba bylo
dodac, ze owszem bedzie slub koscielny, natomiast jestesmy juz po
cywilnym). Pomysl, ze przynajmniej 2 osoby zrozumialy to w ten
sposob, wiec wina lezy po Twojej stronie, ze niestety w nerwach,
stresie, przy zachwianej rownowadze emocjonalnej gubisz sie w swoich
wypowiedziach, mimo ze na pewno masz dobre checi. Masz problem: to
oczywiste, ale sproboj sie wylaczyc (przynajmniej na czas pisania
postu), zachowaj spokoj a co najwazniejsze nie unos sie i nie
wyzywaj na innych, ktorzy chca Ci pomoc, ale oczekuja przy tym
szczerosci, bo rady i jakiekolwiek wsparcie musza miec podstawy
(inaczej radzic mezatce, inaczej kobiecie, ktora nia nie jest to
chyba oczywiste, i raczej nie ma sensu tego tlumaczyc). Jak
zalozylam, ze jestescie juz po slubie zdziwilo mnie, ze bedac
mazatka z tym facetem (a wynika, ze z bardzo krotkim stazem) Ty
myslisz o czyms tak radykalnym jak roztanie. Bo te zareczyny byly
chyba gdzies przelom lata-jesieni (wiedza z innych forow), zaraz
potem slub jak napisalas, wiec malzenstwo baaardzo krotkie...nieco
dziwne prawda. Natomiast jak zalozylam, ze jestescie tylko zareczeni
ta opcja rozstania i zapomnienia wydaje sie byc jak najbardziej
mozliwa i na miejscu, wiec nie dziw sie, ze oczekiwalysmy od Ciebie
100% pewnosci co do stanu cywilnego. Poczytalam Twoje posty rowniez
z innych forow i uderzyl mnie krotki czas, w jakim zdazylas sie
rozwiesc, zareczyc i wyjsc za maz (jeszcze dokladnie rok temu
pisalas na innym forum, ze pierwszy maz nie chial Ci dac rozwodu),
moze dla Ciebie to detale, ale innym moze dac do myslenia.
Przepraszam, ze odebralas tak negatywnie nasze slowa ale sproboj
przez mala chwilke byc obiektywna, myslec logicznie. Poza tym nie
rozwiazesz swojego problemu jak bedziesz ciagle podminowana, to na
pewno nie sluzy. Pozdrawiam cieplo, i nie zniechecaj sie bo tu na
forum mozesz tylko zyskac (nie stracic) sluchajac rad doswiadczonych
kobiet, i uwierz nikt nie chce Cie zdolowac...przeciwnie, tylko
pomoc.
Odmowa posiadania dzieci to jest bardzo istotny argument na rzecz rozwodu nie
tylko cywilnego ale i kościelnego. Człowiek wydaje się mocno niedojrzały skoro
nie zdaje sobie sprawy ze stanu swojego małżeństwa i szuka porad na forum.
Oczywiście,że dałem najwięcej a dzięki tajemnicy bankowej nie
dowiesz się ile.Wiedza religijna u kpiarza na poziomie jak pisałem 2-
3 klasy szkoły podstawowej.Ale skoro na mnie padło ewangelizowania
kpiarza,z pokorą przyjmuję to zadanie,Mirast zlikwidował swoje
forum,więc powoływanie się,że coś pisałem jest li tylko nadużyciem
kpiarza.A sprawa z Mirastem,jako z rozwodnikiem(określenie prawa
cywilnego,bo w kościele katolickim nie ma rozwodów) ma się
tak.Mirast opuszczając żonę złamał sakrament małżeństwa.Więc
uporczywie trwa w grzechu i dopóki będzie taka sytuacja dopóty,nie
może korzystać z sakramentu pokuty.Mirast biorąc ślub kościelny
doskonale zdawał sobie sprawę co robi i jakie są konsekfencje w KK
złamania przysięgi małżeńskiej.Jak zwykle kłamiesz z tym
bluzganiem,bo to domena gminnych,co łatwo na tym forum sprawdzić.Na
temat ostrych słów już się wypowiadałem na tym forum kilka
krotnie.Słów ostrych a nie wulgarnych,to i gdy było trzeba,to i sam
Chrystus używał.Dlaczego ludzie szczerze żałując i na spowiedzi
obiecując poprawę jednak po pewnym czasie popełniaja te same grzechy?
Nie rozwodząc się długo i żeby było przejrzyście odwołam się do
ludzkich uzależnień.Weźmy alkoholika,gdy po ciągu alkoholowym
wytrzeźwieje.Zaczyna żałować swego postępowania,i idzie do spowiedzi
aby Bóg pomógł mu więcej nie grzeszyć pijaństwem.Ale po pewnym czsie
choroba alkoholowa daje o sobie znać,żaczyna go ssać i na swoje
nieszczęście spotyka takiego gościa jak jarko-g,który jako podszyty
złem,mówi do niego:wypij,jeden ci nie zaszkodzi,co masz się
męczyć,hulaj dusza piekła nie ma.I sytuacja się powtarza.A dlaczego
tak się podśmiewam z ciebie,bo Jezus Chrystus dokładnie określił za
co będziemy sądzeni na sądzie ostatecznym.Poszukaj sobie.Ja się z
tobą do piekła nie wybieram.A dalej to kpiarz dyżurnie dokłada RM i
o.dyrektorowi.Swoją drogą wyobrażenia kpiarza o piekle,to czysta
niewiedza.Złośliwie mówiąc,to w każdej dziedzinie kpiarz ma wiedzę
mniej więcej na takim poziomie jak o piekle.

Na kolana i popiół na grzeszną głowę,
czy rozwodow chca tylko kobiety? ??
witam
przegladam te forum od niedawna, i jedna zecz mnie zastanawia,
mianowicie czy rozwodow chca tylko tykobiety ?? 99% postow jakie
widzialem pochodzi od nich ...

u mnie sytuacja jest zupelnie inna, to ja przejechałem sie na
małżenstwie i ostro zastanawiam soe jak i co z tym wszystkich
zrobic ...
najgorszy jest fakt ze jestem z kobieta niespełna 2 lata a juz mam
tego po malu dosyc coraz gorzej dostrzec mi radosci tego zwiazku ...
oboje jestesmy mlodzi przed 30, mam tylko cywilny slub bo nie
zgodzilem sie na koscielny (i nie dlatego ze nie wierze, ale dlatego
ze przeczuwalem ze moze to nie wypalic)

oboje jetesmy wyksztalceni, po renomowanej uczelni, ja pracuje
zawodowo i staram sie rozwijac natomiast ona robi doktorat
i w sumie wszystk owyglada ładnie i pieknie ale mury naszego
mieszkania na kredyt kryja smutne tajemnice i relacje

czasem wydaje mi sie ze jest chora na głowe, chisteryczka, robi z
igly widly i nie moge na nia liczyc, nie ma zainteresowan - tylko
ksiazka i sprzatanie, nie ma znajomych bo twierdzi ze dla mnie
wszystkich zostawila
takie pierdoly, ze sluchac sie nie chce
usilnie szukam pozytywow tego zwiazku, sie psulo, nalekala
oswiadczylem sie i byl slub, marudzila ze wynajmujemy, tulamy sie to
kupilismy mieszkanie - wszystko dzieki mnie, bo sama przynosi marne
700zl a teraz klopot
co i jak z tym zrobic,
pozatym nieznosi moich rodzicow, co strasznie mnie boli, popada w
panike i chisterie jak tylko wspominam ze chcieliby przyjechac

z domu nie wyniosla zadnych korzysci materialnych bo jej rodzice nic
nie maja :( a ja niby wiesniak ze wsi wybral sie na studia do duzego
miasta ale piekny dom rodzinny, kawalek wlasnej ziemi - to co w
dzisiejszych czasach najcenniejsze
a poki co nic nie pozwolilem rodzica przepisywac na siebie bo czuje
ze to nie to

i wlasnie odezwlala sie, wczoraj caly dzien sie nie odzywalismy bo
miala focha a teraz sms ze zrobi obiad,
dziewne to wszystko, sorry ze sie tak rozpisalem ale moze to bedzie
dla mnie jakas forma terapi, bo szukam wszystkiego

pozatym nic nie dociera, raz mialem smutna przygode wlasnie z moimi
rodzicami, przyjechali pomoc nam w remoncie mieszkania aby bylo
taniej i nam ulzyc, ojciec harowal 2 tygodnie a ta malpa nawet nie
podziekowala, oburzyla sie ze przyjechali i poszla spac do rodzicow
do "pieknego" 38 metrowego miejskiego mieszkania w zasmierdzialej
kamienicy ale w centrum duzego miasta

kur... czasem mysle ze stracilem najlepszy czas zycia - studia i
poczatek kariery zawodowej na bycie z kims do konie nie wiem co czuje

i co tu teraz robic ??
> "Ponieważ mentalność rozwodowa rozszerza się i bywa przez opinię
> tolerowana, niech duszpasterz postawi narzeczonym pytania
kontrolne,
> co sądzą o postępowaniu innych, którzy zrażeni do siebie rozwodzą
> się po pewnym okresie pożycia. Jeżeli z odpowiedzi narzeczonych
> względnie skądinąd nasunie się podejrzenie, że narzeczeni
zamierzają
> zawrzeć małżeństwo z intencją przeciwną nauce Kościoła, niech
> duszpasterz wyjaśni im tę naukę zaznaczając, że jeżeli zawrą
> małżeństwo godzące w jakikolwiek sposób w jego ważność,
dopuszczają
> się świętokradztwa i wplątują się w niekończącą się ilość
grzechów.
> Niech im też wyjaśni i oświadczy, że duszpasterz nie może
asystować
> przy takim ślubie, a zatajenie tych spraw na nic się nie przyda,
bo
> małżeństwo zawarte w złych intencjach i tak nie będzie ważne".

Ale to dotyczy wyłacznie kwestii rozwodów.

Moim zdaniem wystarczyłoby, jak kapłan przed rozpoczęciem protokołu
poświeciłnby 5 minut na wyjaśnienie, ze pewne intencje wykluczają
wazność sakramentu i omówił te najbardziej powszechne. A potem
jeszcze w protokole wyraźnie podkreślał najważniejsze sprawy.

Oczywiście Duch działa gdzie chce, ale wzrastajaca liczba rozwodów a
zwąłszcza lawinowy wzrost stwierdzeń niewazności małżeństw nie
pozwala nam chyba pozostać obojętnymi.

Swoją drogą na wielu forach widziałam dyskusję o datkach za ślub,
kwiatach, przyjeciach itp itd.... NIGDY zaś nie widziałm
najmniejszej refleksji, czy mój ślub koscielny bedzie waznie
zawarty - jakby ludzie nie dopusczali wogóle do swojej swiadomosci
faktu, ze ten sakrament moze być nie ważny, jeżeli nie spełniam
wymogów - a z treści tych postów jasno wynikało, ze z wieloma
sprawami te osoby są na bakier. A przecież czesto te same osoby
doradzaja innym, że w przypadku rozwodu warto tez sprobowac
unieważnic ślub kościelny - celowo pisze unieważnić. Taka swoista
schizofrenia :(
przerabialiśmy to ostatnio na forum. Nie ma rozwodów kościelnych.
No nieeeee, szlachetnością do sześcianu jedziecie...

Kas, czytam i oczom nie wierzę ! Piszesz: "Bo czy mamy aż tak wielki
wpływ na wszystko? Nie sądzę. Los stawia czasem na naszej drodze
jakieś dziwne sytuacje które powodują różne konsekwencje. I różnie
nas kształtują". Przytaczasz duszoszczypatielny, harlekinowy iście
moment z pana Wołodyjowskiego "bo czy Krzysia winna, że
pokochała Ketlinga? A czy Ketling winny, że pokochał Krzysię?".
No jasne - wspaniali, niewinni, dobrzy, piorun miłości ich poraził,
amorki nad ich główkami miłosne trela odprawiają... A czy tak samo
potraktowałabyś, z taką wyrozumiałością faceta, który zostawia żonę
bo "cóż on winien, że pokochał swoją cycatą sekretarkę, a ona
pokochała jego" ???

Z Mary (pozdrawiam Poznań) też się nie zgadzam - to jakie mamy
relacje z exem wcale nie świadczy o naszej dojrzałości emocjonalnej.
O tym świadczy raczej jak wychodzimy, jak sobie radzimy z
traumatycznymi przeżyciami. Ja strasznie przeżyłem rozwód, strasznie
byłem poruszony jak w kościelnym pozwie czytałem, że moja żona
wyszła za mnie namówiona do tego przez rodzinę, bo robiłem wrażenie
porządnego faceta, a ona bardzo chciała mieć dziecko, więc bojąc
się, że nikt inny może się jej nie trafić wyszła za mnie. Po kilku
latach kiedy dziecko było, podrosło - zakochała się, ja stałem się
zbędny. I mam rzec tak po prostu "cóż ona winna" ? Ja też jestem
winny ?

Dzisiaj wszystko co złe jest za mną. Z ex żoną mam wzorcowe,
modelowe relacje jeśli chodzi o wychowanie córki, o kontakty. Ale
nie mam najmniejszej ochoty na jakiekolwiek towarzyskie kontakty,
nie mam ochoty o pogodzie z nią rozmawiać. To nie chodzi o to, że
hoduję, trzymam w sobie żal. Życzę jej jak najlepiej, niech będzie
szczęśliwa, bardzo szczęśliwa. Ale wiem, że gdyby nie nasza córka do
końca życia nie miałbym ochoty jej widzieć. Możecie napisać, że to
moja niedojrzałość emocjonalna. Ale na szczęście to o czym
napisałem - to historia. Teraz cieszę się życiem, chodzę po górach,
podtrzymuję cudowne kontakty z moją córeczką, mam przyjaciół,
znajomych, bardzo lubię to forum i ogólnie jestem pogodnym
człowiekiem.

Może za bardzo zerojedynkowo czasem patrzę na świat, ale
sformułowania, że wina zazwyczaj bywa po obu stronach jakoś do mnie
nie przemawiają. Może dzisiaj tak reaguję, bo jak zaczęło się walić
moje małżeństwo to winy szukałem wyłącznie w sobie, a żonę
idealizowałem. Durny byłem.

Żeby ostudzić emocje włożone w tego posta na koniec się uśmiechnę
Skomplikowane...

Wydaje mi się, że Magda jest taką bunotwniczką bez powodu.
Gdyby rzeczywiście była niewierząca, a jej psychika była wystarczająco silna - nie miałaby kłopotów z podjęciem decyzji. Po prostu nie zgodziłaby się na chodzenie dziecka na religię, nie mówiąc o chrzcie.
Ale raczej tak nie jest. Aspekt rozwodu Magdy jest dziwnie przemilczany w tym artykule, może po to, aby wygloryfikować ją na jakąś Cierpiętnicę, albo pokazać, jak wiele przeciwności losu dzielnie znosić musi. Ale jednak to jakoś świadczy o jej charakterze i kłopotach. Ludzie nie rozwodzą się bez powodu. Może przyczyną kłopotów małżeńskich Magdy był jej dziwny stosunek z rodzicamo, albo kolejna chęć manifestacji czegoś na siłę. Nie wiem, nie mnie to sądzić, ale przecież Ojciec Dziecka gdzieś żyje, jest obecny. Czemu decyzja chrztu spada na matkę? Dziwne.
Kwestia druga - skoro Magda jest "samoswaja", to według mnie nie powinna mieć żadnych wahań. Ale nie jest. Zależy jej nie na dobru synka, a akceptacji rodziców.
Tak jak wielokrotnie wspominano na forum - obecnie dzieciaki zazdroszczą tym, które nie chodzą na religię. Zwłaszcza w gimnazjum, czy liceum. Dlaczego? Bo religia to strata czasu. Zwłaszcza, gdy jest pierwszą albo ostatnią godziną.
Nawet wśród młodszych dzieci raczej nie znajdzie się fanatycznie wierzących. Zmieniły się czasy, nie jesteśmy już naszymi rodzicami. Nasze pokolenie nie przywiązuje już takiej wagi do religii, nawet jeśli czasem odwiedza kościoły.
Nie lubię, kiedy ktoś dokonuje mityzacji rzeczywistości.

Nie chodzę do kościoła, bo szkoda mi czasu, a mój proboszcz w pasterkę popełnia kazanie na temat rodzin homoseksualnych. Ale zawsze mogę pójść do innego kościoła, albo odwiedzić jakieś inne miejsce, w którym się w spokoju pomodlę.
Dla mnie religia to tradycja, może to i złe podejście. Ale jednak ta tradycja jakoś spaja nam społeczeństwo.
Nie zamierzam brać ślubu kościelnego, bo nie sądzę, aby mój związek był aż tak trwały, że nigdy nie nabiorę ochoty na nowy.
Ale ochrczę swoje dziecko. Choćby po to, aby kiedyś nie miało kłopotów z własnym pogrzebem. Warto leżeć na cmentarzu, a nie pod płotem czy w pierścionku...
rozwodu kościelnego, zapewniam że nikt jeszcze nie otrzymał.

Można najwyżej uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa.
Użyj opcji szukaj, było o tym kila razy na forum.
nie ma rozwodów kościelnych, jest tylko stwierdzenie nieważności związku
małżeńskiego.
Poszukaj na tym forum, było juz o tym kilka razy,
Kiedyś przeżyłam to na własnej skórze. Mam nadzieję, że mimo iż jest to forum
dla osób wierzących nie zostanę przez Was zlinczowana:-)).
Pochodzę z religijnej rodziny, rodzice są w szczęśliwym związku małżeńskim od
ponad 30 lat. Ja nie miałam tyle szczęścia - moje pierwsze małżeństwo się
rozpadło. I choć moja Mama widziała, ile bólu doświadczyłam z moim byłym mężem,
nie potrafiła zaakceptować naszego rozstania, rozwodu, a co gorsza mojego
ponownego związku - zwłaszcza, że zaczął się on zanim formalnie byłam rozwódką,
choć już po rozstaniu. Usłyszałam wtedy coś na kształt: "Wybieraj, albo my,
albo on". Bolało bardzo, zwłaszcza, że byłam w trakcie rozwodu i potrzebowałam
trochę spokoju. Ale może to był jej sposób na to, żebym wróciła do męża, żebym
nie rozwodziła się, może chciała, żeby życie ułożyło się inaczej. Rozumiem, że
postąpiłam nie tak, jak mnie wychowała, że odeszłam od męża, z którym połączył
mnie ślub kościelny. Rozumiem ją, wiem, że stanęła w obliczu wyboru między moją
decyzją i jej zasadami wiary. Może żyjąc tyle lat u boku wspaniałego męża,
jakim jest mój Tata, nie rozumiała (bo niby jak?), co może dziać się w
małżeństwie, że można płakać do utraty przytomności i odczuwać co tu dużo kryć -
psychiczne znęcanie się?
A potem poukładało się między nami, bardzo ją kocham i wiem, że taka próba
uczuć wyszła nam na dobre. Jest między nami lepiej, niż kiedyś. Wiem, że
wolałaby, żeby mój obecny, drugi mąż, był tym jedynym, z którym łączy mnie ślub
kościelny. Ale życie nie zawsze jest proste. Moja mama widzi, jak mój mąż mnie
kocha i sama mi to kiedyś powiedziała: "Przekonało mnie to, jak bardzo byliście
za sobą".

Reasumując: nie mam do niej żalu i w pewnym sensie podziwiam jej wierność
zasadom wiary. Ale w moim życiu staram się patrzeć inaczej - wiem, że nie
zawsze mamy odpowiedź na pytanie: czy jest to dobre, czy złe? Bo życie pisze
różne scenariusze. Nie wiem, jak moje życie oceni Bóg, nie wiem, jak Bóg oceni
innych, więc skąd ja mam wiedzieć, jak oceniać?

>